ODRZUĆ STRACH - WKRACZAMY W ERĘ WODNIKA


      E
ra Wodnika to nie czas. To stan świadomości. Otwarcie umysłu na prawdę o świecie, na prawdę o nas samych. Przyszła już pora by zbudzić się z letargu religijnego otępienia. Otworzyć oczy i zdobyć się na odwagę samodzielnego myślenia. Większość z nas ciągle podobna jest do ślepca pytającego jak wygląda świat. Mając niewidzące oczy, znamy go głównie z religijnej opowieści. A ona, choć zawiera okruchy prawdy jest fałszywa. Mimo, że istnieje nauka udzielająca sensownych odpowiedzi, większość z nas ciągle wybiera obraz świata malowany przez księdza z ambony. A to droga donikąd, bo przekonani o tym, że cuda się zdarzają, zamiast pracować nad sobą, zamiast we własnym interesie się doskonalić, czekamy na cud, który za nas rozwiąże wszystkie problemy. Muszę Was zmartwić. Do dobrobytu i mądrości dochodzi się nie za pomocą oczekiwania na cud, lecz ciężką pracą. Bo to, co jedynie jest pewne, to konstatacja, że cud nigdy nie nastąpi. A wygrana w lotto? Przecież - powiecie - niektórzy wygrywają ogromne pieniądze. To prawda. Ale prawdą jest również, że wielu z nich szybko traci wszystko i wpada w jeszcze większe tarapaty niż przed wygraną. Bo nawet do wygranej trzeba dorosnąć. Kto ciężko nie pracuje, nie będzie umiał docenić wartości tego, co wygrał.

    "Religia", "ksiądz z ambony" to pewne uproszczenia. Mam bowiem na myśli wszystkie istotne obecnie systemy religijne - judaizm, chrześcijaństwo i islam. Hinduizm tylko częściowo, bo to jedyna z żywych religia sięgająca pierwocin, czasów bogów. Stąd też jej założenia nie tylko są prawdziwe, ale i niesprzeczne, a bywa że spójne ze współczesną fizyką. Buddyzmu nie wspominam, bo w zasadzie nie jest religią.

     Absolutnie nie jest moim zamiarem odwodzenie kogokolwiek od Boga. Od religii tak, od Boga nie. Tym bardziej, że religijny obraz Boga jest tak infantylny, że aż boli. Chcę pokazać, że prawdziwy boski świat jest zupełnie inny, znacznie piękniejszy od opisywanego przez religię straszącą już od dziecka piekielnym ogniem każdego, kto tylko odważyłby się pomyśleć samodzielnie. Bój się Boga! Słyszeliśmy to wiele razy. I się boimy. A on, Bóg - zapewniam - nie jest od tego, by się go bać.

     Nie proponuję nowej religii, nowej wiary. Proponuję coś znacznie bardziej wartościowego - poznanie PRAWDY. Nie jakiejś tam prawdy, nie tys-prawdy, ani nie gówno-prawdy (dwie ostatnie w zgodzie z typologią prawd ks. J. Tischnera) a tej jedynej, prawdziwej prawdy. Nie będzie w niej tajemnic wiary, niedefiniowalnych dogmatów, o których nawet nie wolno dyskutować. Nie będzie straszenia piekłem ani rajskich obietnic bez pokrycia. Będzie trochę praw fizyki i teorii. Ale spokojnie - bez wykresów i wzorów oraz w minimalnej dawce.

     Żyd Jehoszua znany lepiej jako Jezus, przestrzegał, by nie rzucać pereł przed wieprze. Jak to? Przecież nikt nie rzuca pereł przed wieprze, więc po co przed tym przestrzegać? Domyślamy się, że nie o zwykłe perły tu chodzi i nie o zwykłe wieprze. Perły są synonimem prawdy, mądrości. Nie ma sensu ujawniać prawdy tym, którzy jak wieprze, nie są gotowi, by ją zrozumieć. Którzy ją odrzucą, podepczą, a nas wyśmieją, bo zniewoleni strachem przed knowaniem Szatana, boją się pomyśleć inaczej, niż chce tego ksiądz.

    Kiedy uczeń jest gotowy, zjawia się mistrz, mówi hinduska mądrość. To pokazana z drugiej strony przypowieść Jezusa o perłach i wieprzach.

     Przekonaj się sam, czy ciągle jesteś wieprzem zniewolonym religijnymi dogmatami, czy już gotowym do poznania świata uczniem, który nie podepcze pereł prawdy. Prawda jest na wyciągnięcie ręki. Mimo, że patrzymy na nią codziennie, większość z nas jej nie dostrzega. Oto prosty dowód:

    Zapewne dziesiątki razy słyszałeś, jak to Szatan pod postacią rajskiego węża skusił Ewę. Ona namówiła Adama i stało się. Zjedli zakazany owoc, popełnili grzech pierworodny, wszystkich nas przez to „umoczyli”. Od tego czasu, już w momencie urodzenia się podobno jesteśmy winni. Nie wiedzieliśmy niczego o naszej winie, dopóki ksiądz nie wbił nam jej do głowy.

     Czy więc choć raz w życiu zastanowiłeś się, jak byśmy dziś wyglądali, gdyby Szatan jednak nie przekonał Ewy, a ona nie zwiodła Adama na złą drogę?

    Czy przyszło Ci do głowy, że gdyby nie Ewa, byłbyś intelektualistą pokroju szympansa albo prawdziwego wieprza? Bo przecież zanim oboje zjedli owoc z drzewa poznania, chodzili po ogrodach Edenu nago i nie wstydzili się tego. Co znaczy, że byli nie ludźmi, a bezmyślnymi zwierzętami. W tym miejscu przepraszam wszystkie zwierzęta, ale rozumiecie, że chodzi mi o ukazanie różnicy między myśleniem zwierzęcym a ludzkim. Adam z Ewą byli jedynie homo erectus ze wschodniej Afryki. Dumnym homo już ich współcześni nam uczeni udekorowali, bo ci nasi dawni przodkowie nawet używali ognia, ale z myśleniem jeszcze u nich było nietęgo, do sapiens długi kawał drogi. Dopiero po zjedzeniu zakazanego owocu, ze wstydu, że są nadzy, zaczęli zakrywać się listkami figowymi. Stali się homo Cro Magnon, znacznie nam bliższymi fizycznie, a co najważniejsze, intelektualnie.

      Co było dalej? Bóg Jahwe zorientował się, że nie posłuchali jego zakazu, ponieważ zakrywają się listkami. W konsekwencji wygnał ich z raju. A zatrybił co zrobili nie w swojej nieskończonej mądrości, w którą jest przecież wyposażony, bo zanim cokolwiek się stanie, najpierw musi powstać w jego zamyśle… Znacie ten tekst, prawda? Otóż Jahwe zorientował się dopiero gdy zobaczył, że się wstydzą. Czyli w taki sam sposób, w jaki zauważyłby to każdy z nas. Po symptomach poznał co zrobili. Czy wobec tego Jahwe na pewno jest - znającym to, co było i to, co będzie - stworzycielem świata, za którego się podaje? Wolne żarty!

      A kto jest naszym dobroczyńcą? Jahwe, który wygnał naszych z raju, gdy zorientował się, że zaczęli myśleć? Czy może jednak Szatan, który skusił Ewę, by zamiast posiadania wyłącznie umiejętności iskania Adama i kopulowania z nim, posiadła jeszcze umiejętność odezwania się do niego ludzkim głosem?

        Dosyć już, dosyć! Wystarczy!

     Jeżeli w tym momencie chcecie czytać dalej, to znaczy, że jesteście wyzwoleni z pęt religii, jesteście uczniami, choć z kolei ja - znając swoje ograniczenia - wcale nie pretenduję do roli Waszego mistrza. Przed Wami szeroka droga do prawdy, odnalezienia sensu i szczęścia. A mistrz, prędzej czy później, na pewno Was odnajdzie. Po to przecież wkraczamy w erę Wodnika.

     Jeżeli natomiast zorientowaliście się, że wiodę Was na manowce, jak niegdyś Szatan Ewę, i że przeze mnie skończycie w ogniu piekielnego potępienia, szybko zamknijcie ten tekst, bo dalej będzie jeszcze gorzej. Wyjaśnię tylko, że kiedyś też dojrzejecie - bo taka jest kolej rzeczy - by bez lęku czytać nawet najbardziej obrazoburcze teksty. Bo przecież tylko od Was zależy, czy dacie się skusić jak Ewa, czy raczej będąc jak skała, odrzucicie je, pozostając wierni dogmatom wiary ojców, wzmacniani wszechobecnym strachem przed gniewem bożym.


    Skoro zostaliśmy sami spieszę wyjaśnić, że rajska historia, podobnie jak większość tych pierwszych wydarzeń, została pierwotnie zapisana na sumeryjskich glinianych tabliczkach. Ale w Sumerze opisano to tak, jak się faktycznie działo, logicznie i klarownie, bez odwracania kota ogonem. To na terenie Sumeru były ogrody Eden, to tam pojawili się bogowie i tam (częściowo też na południu Afryki) w procesie trwającym dziesiątki tysięcy lat, bogowie pod kierunkiem boga Enki stworzyli człowieka. A stworzyli go nie z miłości, jak przekonuje Biblia, lecz do roboty. Do prostej, ale ciężkiej pracy. Założyli, że będzie spał w rowie i pił wodę z kałuży. To etap Adama i Ewy przed zjedzeniem jabłka, chociaż fizycznie postaci o takich imionach nie było. W tym miejscu istotna uwaga. Bogowie Sumeru, a później Egiptu, Indii, Ameryki Środkowej czy Grecji wcale nie pretendowali do roli, w jakiej jednoosobowo obsadził się bóg Żydów Jahwe - roli Pana Początku, Stwórcy, czyli tego, który rzekomo powołał świat do istnienia. Ich ego było mniej rozbuchane (chociaż były dwa wyjątki), a ambicje bardziej umiarkowane.

    Rajskie jabłko to symboliczne przedstawienie kolejnego eksperymentu - zaszczepienia człowiekowi boskiego genu, zdolności myślenia. Ponownie dokonał tego Enki, nasz tytułowy Wodnik. Wiele tysięcy lat później Żydzi uczynili z niego Szatana. Ale Szatan w pierwotnej, żydowskiej wersji nie był zły. Złem znacznie później obrzucili go dopiero chrześcijanie. U dawnych Żydów Szatan był pomocnikiem Jahwe, sędzią, prokuratorem. Wiadomo z Biblii, że Szatan ma pomagać Bogu na Sądzie Ostatecznym.

                                                                                      *   *   *
     To co mam do powiedzenia, mimo, że nie jestem pisarzem, zdecydowałem przemycić w postaci powieści sensacyjnej zatytułowanej HOMO ILUM. Sam lubię czytać powieści sensacyjne, więc pomyślałem, że tak może być ciekawie. Żeby Czytelników nie zanudzić, różne aspekty prawdy ujawnię w niej etapami. Etapów będzie w sumie sześć, z różnym natężeniem tego co ważne, w różnych tomach. Pierwsze dwa oraz dwa ostatnie będą miały charakter powieści sensacyjno-przygodowej, natomiast trzeci i czwarty to prawie science fiction. Pierwszy i drugi już jest na rynku, trzeci pojawi się w końcu 2017 lub na wiosnę 2018 roku. Kolejne mniej więcej w rocznych odstępach.

     Zachęcam do poznawania zawartych tam prawd oraz do dzielenia się ze mną Państwa uwagami (zakładka "Kontakt"). Jak wiecie, odkrywanie prawdy to proces żmudny i ciągły. Szczególnie, gdy dotyczy tak skomplikowanej materii, jaką jest Wszechświat zatopiony w Bogu. W całym kosmosie tylko natura kobiety jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ja również nie znam całej prawdy, aczkolwiek śmiem twierdzić, że znam jej pokaźny kawał. Wiele małych elementów jeszcze ciągle układam, dopasowuję, by tworzony obraz był logiczny i spójny. Czy sądzicie, że kiedykolwiek będzie pełny?

     Zachęcam również do zrecenzowania mojego dzieła. Najlepiej na internetowej stronie Empiku (np. poprzez zakładkę "Gdzie można kupić HOMO ILUM"), bo Empik w dziedzinie książek jest ciągle najbardziej opiniotwórczą marką w Polsce. Pamiętając, że nie-pisarz i nie-filozof traktat filozoficzny przedstawił w postaci powieści sensacyjnej, proszę, bądźcie dla mnie wyrozumiali.

O autorze



   Nazywam się Paweł Sułkowski. Urodziłem się w Łodzi w świecie bez Internetu, komórek i SMS. Mieszkałem na osiedlu graniczącym z największym cmentarzem żydowskim w Europie. Chodzić nauczyłem się w Sokolnikach - choćby na chwilę muszę tam wpaść przy okazji każdej wizyty w Łodzi. Do Liceum Dubois uczęszczałem w Koszalinie, gdzie byłem świadkiem liftingu zafundowanego temu powiatowemu miasteczku z okazji gierkowskich dożynek, zmieniając je stopniowo w piękne miasto z chyba najładniejszym amfiteatrem w Polsce. W okresie kontrrewolucji solidarnościowej studiowałem geografię w Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Tam nauczyłem się porządnie grać w brydża, tam - kiedy przyszła pora, drukowałem ulotki i różne samizdaty. Tam też zaliczyłem dwa studenckie strajki, z których pierwszy był ważniejszy, bo to na nim po raz pierwszy zobaczyłem Alicję (o której niżej), a drugi bardziej spektakularny, bo zakończony tuż przed generalskim orędziem do narodu. Póżniej pracowałem naukowo w UAM, a jeszcze później w Uniwersytecie Łódzkim. Byłem też stypendystą Université Lille III we Francji. Potem zrezygnowałem z kariery naukowej, a wolna Polska zastała mnie we wsi Ryjewo koło Malborka, skąd roztaczał się widok na zamek w Gniewie po drugiej stronie Wisły. Ostatecznie osiadłem w pałacu Hochbergów w Goraju-Zamku koło Czarnkowa, w najciekawszej części Wielkopolski, gdzie pracuję w Zespole Szkół Leśnych.

   Jestem mężem wspaniałej żony o czarodziejskim imieniu Alicja oraz ojcem trójki już dorosłych ancymonów - jak mawiała ich babcia: Piotra, Kuby i Kasi. Obecnie mieszka z nami juz tylko Fela - czarny wielorasowiec.

   Z wykształcenia jestem geografem, a moją pasją są podróże i historia starożytna. Szczególnie wciąga mnie historia dawnych systemów religijnych, bo to one ciągle odciskają się na naszym sposobie postrzegania świata i na tym, jacy jesteśmy.

GORAJ - GNIEWOMIERZ. DOBRA HOCHBERÓW W WIELKOPOLSCE to mój drukowany debiut. Książeczka poświęcona gorajskim Hochbergom (w wersji polskiej i niemieckiej), bogato ilustrowana przedwojennymi zdjęciami. Ukazała się w 2004 roku w rezultacie kilkuletnich poszukiwań moich oraz moich Kolegów - Romana Wyrwasa i Szymona Maćkowiaka, poświęconych odkrywaniu zatartych śladów budowniczych Zamku Goray. Wkrótce wyjdzie drugie wydanie, uzupełnione o nowo poznane wątki historyczne i nowe zdjęcia pierwszych właścicieli, uzyskane dzięki pomocy Kathariny von Vegesack, wnuczki hr. Wilhelma B. E. von Hochberg.

HOMO ILUM to poniekąd mój beletrystyczny debiut, będący owocem zainteresowań religiami Sumeru, Babilonu, Indii i Żydów. Piszę "poniekąd", bo pierwszy tom, który akurat ukazał się drukiem, oraz drugi (w przygotowaniu) stanowią poprawioną i rozbudowaną o istotne wątki wesję BRAM BOGÓW z 2007 roku. Książka w warstwie historycznej oparta jest na koncepcjach Zecharii Sitchina i sir Lawrence'a Gardnera dotyczących naszych prapoczątków i pradawnych bosko-ludzkich relacji. Całość będzie się składała z sześciu tomów, stanowiących moją wizję początków ery Wodnika. Kimże jest Wodnik?... Zapraszam do HOMO ILUM. Tam są odpowiedzi. Na to pytanie i na jeszcze ważniejsze.





HOMO ILUM 1. Tajemnice Sumeru

HOMO ILUM 1. Tajemnice Sumeru

Autor: Paweł Sułkowski.

Stron: 290.
Format: 145x205 mm.
ISBN: 978-83-7856-355-6.
Oprawa: Miękka.
Wydawca: Wydawnictwo Poligraf
Cena: 33,90 zł   



Dostępna także w postaci ebook
(EPUB i MOBI)

 

    Czym była Wielka Piramida w Gizie, kiedy zbudował ją bóg Ningiszzida, znany w Egipcie jako Ptah? Na czym polegało oszustwo, które sprawiło, że uczeni ciągle twierdzą, iż piramidę postawił tysiące lat później faraon Chufu?
Jakie przesłanie sumeryjski bóg Enki – ten sam, który stworzył Adama – zostawił dla nas na tabliczkach ME? Jakim szyfrem zapieczętował wrota do podziemnego świata Abzu?

    Podczas wojny w Iraku, na obszarze Sumeru – najstarszej znanej cywilizacji – CIA nerwowo czegoś szukała. Kilku jej ludzi, razem z najpiękniejszą oficer izraelskiego Amanu, weszło do przypadkowo odkopanej świątyni, zbudowanej przez bogów jeszcze przed stworzeniem człowieka. Po co? Czego szukali w piramidzie w Gizie, włamując się do niej podziemnymi korytarzami? Co robili w ośrodku NASA w Kalifornii? O czym wreszcie świadczą znalezione ich skamieniałe ciała?

    To rzecz o wojnie, ale bardziej o Sumerze. O świecie, w którym bogowie i ludzie chodzili wspólnymi ścieżkami. Warto go poznać, bo wchodzimy w Erę Wodnika, erę boga Enki. To nie czas. Raczej sposób rozumienia świata, który nieśmiało puka do naszej świadomości…

Fragment I tomu HOMO ILUM

Nie kupuj kota w worku.

Poniżej w PDF do ściągnięcia za darmo duży fragment książki.


HOMO ILUM 2. Początek Ery Wodnika

HOMO ILUM 2. Początek ery wodnika

Autor: Paweł Sułkowski.

Stron: 388.
Format: 145x205 mm.
ISBN: 978-83-7856-506-2.
Oprawa: Miękka.
Wydawca: Wydawnictwo Poligraf
Cena: 37,90 zł   



Dostępna także w postaci ebook
(EPUB i MOBI)

 

Homo Ilum 2. Początek ery wodnika to kontynuacja losów bohaterów, których poznaliśmy w Homo Ilum 1. Tajemnice Sumeru. Tak na temat tomu 1 wypowiedzieli się czytelnicy:

Autor stworzył ciekawą historię opartą na tajemnicy powstawania świata, a fabułę umieścił w realiach wojny w Iraku. Wiele osób znajdzie tu coś dla siebie, począwszy od faktów ze świata starożytnego i początków cywilizacji (alternatywnych niejako dla tych powszechnie znanych) po wątek niemal szpiegowski i elementy sensacyjne. Opisy powstawania cywilizacji Sumeru, zręcznie wplecione w przygody bohaterów, pozwalają na przeniesienie się choć na chwilkę do tamtego świata i to bez specjalnego nadwyrężania wyobraźni. Jednocześnie u osób choć trochę otwartych na inną wizję powstawania ludzkości wzbudzą pewną wątpliwość i refleksję. Pomimo zastosowania przez autora pewnych uproszczeń związanych z losami bohaterów książkę czyta się bardzo dobrze. Należy mieć nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na kontynuację.

                                                                                                                 Wojciech Jęsiek, czytelnik



Ze względu na intrygującą tematykę książka Pawła Sułkowskiego bardzo mnie wciągnęła. Wśród książek polskich autorów zdarzają się prawdziwe perełki i „Homo Ilum 1. Tajemnice Sumeru” z pewnością do takich należy. Na pewno przeczytam kolejną część, bo ten tom rozbudził tylko moją ciekawość i zaostrzył apetyt.

                                                                                                                 Julia Kaczmarek, czytelniczka

Gdzie można kupić HOMO ILUM








GORAJ - GNIEWOMIERZ Dobra hrabiów von Hochberg w Wielkopolsce

 GORAJ - GNIEWOMIERZ

 Dobra hrabiów von Hochberg w Wielkopolsce

 Autorzy: Paweł Sułkowski, Szymon Maćkowiak,  Roman Wyrwas

 Stron: 96                        Zdjęcia: 92

 Oprawa: twarda                Format: 210x210 mm

 Wersja językowa: polska i niemiecka

 Wydawca: Wydawnictwo Poligraf

    Ród von Hochberg to jeden z najstarszych rodów niemieckich o korzeniach sięgających 1185 r. Losy wiążą go ze Śląskiem. Najpierw Fürstenstein (Książ), później Pless (Pszczyna) stają się głównymi siedzibami rodu.

    Śląska historia Hochbergów jest stosunkowo dobrze znana. Mało kto jednak wie, że w drugiej połowie XIX w. pojawiają się również w Wielkopolsce. Hrabia Wilhelm Bolko Emanuel von Hochberg na zachód od Czarnkowa buduje Zamek Goray i – podobnie jak jego ojciec w lasach pszczyńskich – w Puszczy Noteckiej rozpoczyna hodowlę jeleni…

   W 2004 r. ukazała się pierwsza edycja historii gorajskiego Zamku oraz jego właścicieli. Nakład dawno się wyczerpał. Ponieważ zainteresowanie tematem nie słabnie, zdecydowaliśmy o reedycji. Dzięki uprzejmości i zaangażowaniu wnuczki hrabiego Katarzyny von Vegesack oraz Marka Ciesielczyka i jego kuzynki, która jest córką hrabiowskiego ogrodnika, dysponujemy obecnie dokładniejszą wiedzą oraz bogatszą dokumentacją fotograficzną.

    Ponieważ sponsor pierwszego wydania wycofał się, zwracamy się do wszystkich Gorajczyków i nie tylko do nich, z prośbą o pomoc w sfinansowaniu drugiego wydania.
   Szanownych Donatorów prosimy o wpłaty na konto pomocy szkole 84 1010 1469 0055 5513 9130 0000 z dopiskiem „Historia Zamku”. Album powinien ukazać się w 3 miesiące od zebrania kwoty 16 000 zł potrzebnej do jego wydania – będziemy o tym informować na tej stronie oraz na facebooku Zespołu Szkół Leśnych w Goraju.

Za wszystkie wpłaty – serdeczne dzięki.

Za wpłatę w kwocie:

     25 – 29 zł – album będzie czekał do odbioru w siedzibie Zespołu Szkół Leśnych w Goraju,

     30 – 39 zł – album wyślemy na wskazany adres w Polsce,

powyżej 40 zł – album z podpisem głównego autora wyślemy na wskazany adres w Polsce.

SAMOBÓJSTWO – GRUSZKA DO POPEŁNIENIA SAMOBÓJSTWA – JAK TO ZROBIĆ FACHOWO



Świat Ci się zawalił? Nie masz siły, by dłużej ciągnąć ten wózek? Myślisz - samobójstwo - bo ból jest nie do wytrzymania. Fizyczny? Psychiczny? Jeden i drugi? Do tego strach, że ciągle będzie tak samo, albo jeszcze gorzej. Albo cholerna samotność. Wkoło pełno ludzi, a Ty sam jak palec. Nikt Cię nie kocha, znikąd pomocy. Najpiękniejsza dziewczyna odeszła z nim, choć wiesz, że na nią nie zasługuje…

Jesteś wolnym człowiekiem. Zrobisz co zechcesz.

Poznaj więc gruszkę do popełnienia samobójstwa.

Z pozoru to normalna, gumowa gruszka z długim, wyprowadzonym gumowym przewodem. Dostępna natychmiast i całkowicie za darmo. Zawartość w pełni ekologiczna, bez alkoholu czy psychotropów. Strach eliminuje całkowicie, ból sprowadza do akceptowalnego poziomu.

Miałem ją w ręku jakiś czas temu.

Trzy miesiące wcześniej odnowiła mi się paskudna kontuzja kręgosłupa sprzed czterech lat. Wtedy przeszło po tygodniu. Teraz trwa już trzeci miesiąc. Ból jak cholera, promieniujący na lewą nogę. Fachowo to rwa kulszowa – dysk międzykręgowy wysuwa się i uciska pień nerwowy biegnący przez kręgosłup. Pierwsze trzy doby przeklęczałem przy łóżku, bo tylko w tej pozycji wytrzymywałem ból. Tabletki, zastrzyki, znowu tabletki. I środki przeciwbólowe. Gdy po dwóch miesiącach na tyle się poprawiło, że byłem w stanie wsiąść do samochodu, pojechałem zrobić badanie za pomocą rezonansu magnetycznego. Bez tego lekarz jest ślepy – nie widzi, w którym miejscu i co konkretnie się stało. W Internecie napisali, że badanie odbywa się na leżąco i trwa do godziny. A jeśli kogoś boli, niech weźmie więcej tabletek przeciwbólowych niż zwykle, bo w trakcie badania nie wolno się ruszać. I tu pojawił się problem, bo ja z bólu w jednej pozycji wytrzymuję nie więcej niż 10 minut. Najgorzej jest na plecach, to pozycja w ogóle nie dla mnie. Ale byłem dobrej myśli, może jakoś się uda, może na lewym boku, bo tak mogę leżeć najdłużej.

Gdy po dwóch godzinach dojechałem na miejsce, w formularzu podsuniętym do wypełnienia napisali już, że można leżeć tylko na brzuchu lub na plecach. Pomyślałem, że ewentualnie na brzuchu, plecy wykluczone.

Kiedy wszedłem do przebieralni, przyszedł lekarz. Powiedział, że w grę wchodzą tylko plecy. Co?!... Przecież ja na plecach wytrzymuję nawet nie minutę! Wszystko, kochany, tylko nie plecy! Lekarz na to, że odcinka lędźwiowego nie da się zrobić inaczej.

Dwie godziny bolesnej jazdy w jedną stronę, stracony czas i mam wrócić z niczym?! Przecież lekarz bez rezonansu mi nie pomoże! Mówię więc OK. I idę.

W środku wielka, nowoczesna maszyna otaczająca coś na kształt pieca chlebowego, a przed piecem łóżko, na którym mam się położyć. Mówię lekarzowi, że będą potrzebne jakieś poduchy pod nogi. Są poduchy. Konkretnie jedna. Dostaję ją pod nogi. Lekarz pyta, czy jest OK.? Leżę chwilę i mówię: OK.

Dostaję gruszkę do popełnienia samobójstwa. Tak ją później nazwałem. Lekarz wkłada mi ją w rękę i mówi, że będzie duży hałas, więc gdyby coś, to mam ją nacisnąć, a on przyjdzie i wyciągnie mnie z pieca. Dodaje, że czas badania to ok. pół godziny, ale jeśli się poruszę, komputer stwierdzi przesunięcie obrazu i cykl trwający 8 – 10 minut będzie powtarzany. Wychodzi. Wjeżdżam na łóżku jak na taśmociągu do pieca chlebowego głową naprzód. Zostaję sam w piecu, z gruszką w prawej dłoni. Ręce wyciągnięte wzdłuż tułowia i żadnego ruchu. Sufit pieca mam nad sobą nie wyżej, niż 8 – 10 cm. Jest klaustrofobicznie ciasno, ale przynajmniej  jasno, bo piec jest w środku oświetlony. Z tyłu, zza głowy nadmuch świeżego powietrza. Gdyby nie plecy, pełen luksus. Klaustrofobiczny luksus. Maszyna rusza. Na zmianę trzaskanie, chrobotanie, warczenie.

Po minucie sprawdzam palcami gruszkę, bo czuję, że zaczyna mnie boleć. I to porządnie. To jednak rozrywka nie dla mnie, przynajmniej nie w moim obecnym stanie. OK., wytrzymam jeszcze chwilę, dwie i przycisnę, bo tak od razu to nawet nie wypada. Przecież nie jestem babą! Jednak z każdą chwilą boli coraz mocniej. Oddycham głęboko i mrucząc hinduistyczną świętą zgłoskę OM wypuszczam powietrze. Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego ona jest święta. Rozpoczyna najlepiej znaną mantrę OM MANI PADME HUM, „prawda jest w lotosie”, ale przecież chyba nie od tego jej świętość. Doszedłem do wniosku, że widocznie powodowane w trakcie jej wypowiadania wibracje są dobre dla organizmu. Mruczę więc OMMMMMMMM w trakcie długiego wydechu, odbijając dźwięk od podniebienia. Minimalnie pomaga. Tylko na chwilę. Ból ciągle rośnie, jak bambus pod plecami skazanego Chińczyka. Postanawiam, że jeszcze minuta i popełniam gruszką samobója. Przyjdzie lekarz i wyciągnie mnie z pieca, trudno. Najlepiej byłoby wytrzymać do końca pełnego cyklu, by nie było konieczności jego powtarzania. Maszyna warczy, trzaska i zupełnie nie mam pojęcia, kiedy skończy pierwszy cykl. Zegarka oczywiście nie mam, bo wszystko, co metalowe lub elektroniczne, musiałem zostawić w szatni. Nawet gdybym go miał i tak ręki nie jestem w stanie podnieść do twarzy, bo nie ma w tym piecu/trumnie tyle miejsca. Poza tym, przecież nie wolno się ruszać.

Przestaję wytrzymywać. Oddycham coraz głębiej, wypuszczając powietrze z coraz głośniejszym OMMMMM. Czuję, że mięśnie piersi, pleców i karku są jak skała. Staram się je rozluźnić. Plecy bolą kurewsko. Przy wdechu jakiś gwóźdź wbija mi się w kręgosłup, niestety przy wydechu nawet tym z OMMM nie jest dużo lepiej. Znowu rozluźniam sztywny kark i łopatki i obiecuję sobie wytrzymać jeszcze pół minuty.

Już nie mruczę, a ryczę OMMMM. A co tam, w takim hałasie lekarz w drugim pomieszczeniu mnie nie usłyszy. Lewa noga zdrętwiała, w kręgosłup wbite kolejne gwoździe wdechów. Postanawiam się poddać. Już mam w dłoni samobójczą gruszkę. Już obracam ją w palcach. OK, jeszcze chwila. Ostatnia. Gryzę wargi, by nowym bólem zagłuszyć ten w plecach i w nodze. Przez chwilę to działa. Ryczę przy wydechu już zupełnie swobodnie. Aż czuję rezonans mojego ryczenia z buczeniem maszyny. Zaciskam oczy, gryzę druga wargę.

Nagle łóżko wyjeżdża z maszyny. Odrobinę. Czyżby koniec cyklu? Teraz pewnie to samo, tylko w innym miejscu pleców. Nie, łóżko wyjeżdża dalej, całkowicie! Kurwa, pewnie się poruszyłem głęboko oddychając?! Niech to szlag!
Wyjechałem z przytulnego pieca. Lekarz już stoi przy łóżku. Pytam co się stało, spieprzyłem coś?

Koniec. Koniec badania, oznajmia. Nie wierzę! Niemożliwe! Już?!...

Proszę wstać, mówi, miało być pół godziny i było. A ja nie mogę się ruszyć. Chwila, mówię i oddaję mu pierniczoną gruszkę. Najgorsze, najbardziej bolesne pół godziny w moim długim życiu już za mną! Jak na protezach idę do przebieralni. Wszystko potwornie boli, ale już jakoś radośnie. Ubrałem się, poszedłem do panienki w recepcji, by zapłacić za badanie. Powiedziałem, że może być ze mnie dumna i do widzenia. Uśmiechnęła się.

Gdy wsiadłem do samochodu, jeszcze nie mogłem uwierzyć, że już jest po wszystkim, że ja to jednak wytrzymałem, że mimo gruszki, byłem twardzielem do końca. Jasne, twardzielem ryczącym piękne, długie, wibrujące OMMMMM, ale jednak twardzielem. Bolało mnie jeszcze paskudnie przez cztery dni. Dopiero w weekend ból opadł do niskiego poziomu sprzed badania.

Nie dzielę się z Tobą historią o bólu i magicznej gruszce by się chwalić. Wiem, że mój ból był pewnie ze środkowej półki. Twój prawdopodobnie jest z górnej. Jak 10 lat temu naderwali mi więzadła kolanowe był większy, ale trwał znacznie krócej. Chcę Ci tylko zwrócić uwagę na kilka ważnych spraw.

Jeśli chcesz coś zrobić, zabierz się do tego w sposób fachowy.

Pierwsze i najważniejsze spostrzeżenie jest takie, że używając gruszki niczego nie załatwisz. Analogia z moim badaniem jest tu trafiona w punkt. Gdybym użył gruszki, gdybym chlasnął samobója, badanie należałoby powtórzyć. Czyli dotychczasowy ból poszedłby w gwizdek. W sumie bolałoby mnie pół godziny plus to, co dzisiaj przed samobójem. Pomijam tu finansowy ból badania i dojazdu, a przecież też jest spory. Bo ja ten rezonansowy obraz kręgosłupa muszę mieć tak czy inaczej, bo potrzebuję go, by się dalej leczyć.

Jeżeli świadomie się zabijesz, dokonasz czegoś najgłupszego na tym świecie. Nie pozbędziesz się w ten sposób ani jednego problemu, nie uciekniesz trwale od ani jednej chwili bólu. To będzie tak skuteczne, jak dmuchanie pod wiatr, żeby go powstrzymać. Więcej. W przyszłym żywocie, a wiem, że przed Tobą jeszcze ich nieskończona ilość, do którego wystartujesz z niższego poziomu niż startowałeś do obecnego żywota, wszystkie Twoje problemy wrócą jak bumerang. Bo to Ty i tylko Ty musisz się z nimi uporać. Uporać się, to znaczy znaleźć rozwiązanie, nauczyć się pokonywania problemów, które wyrosły przed tobą jak ściana. Gdy zamkniesz oczy i nie będziesz widział ściany przed sobą, myślisz, że ona zniknie? W następnej odsłonie Twoja dusza będzie podróżowała już innym pojazdem, z inną świadomością, ale to jednak będziesz Ty. Wszyscy, z którymi w tym żywocie miałeś na pieńku, powrócą po to, byś naprawił z nimi relacje. Również oni będą podróżowali już innymi pojazdami. Nie poznasz ich, oni nie poznają Ciebie, bo wraz ze śmiercią ciała/pojazdu, umrze dotychczasowa świadomość. Ale Ty nie jesteś Twoim ciałem. Ty jesteś duchem napędzającym to ciało. Nie wierzysz? Równie skutecznie możesz nie wierzyć, że 2 i 2 z reguły daje 4. To nie kwestia wiary, a wiedzy. Zmieniasz te ciała od niepamiętnych czasów jak rękawiczki. Myślisz, że bredzę, bo nie pamiętasz nawet poprzedniej pary rękawiczek, a co dopiero tych sprzed miliardów lat. To prawda, ale właśnie tak świat jest urządzony. Dodam tu bez wyjaśniania, że urządzony jest bardzo mądrze, najmądrzej. Pamięć jest wytworem umysłu, a umysł umiera razem z ciałem. Kolejna para rękawiczek wytwarza sobie od zera nowe pliki świadomości.

Czyli jeśli z lekceważeniem rzuciła Cię jedyna, najpiękniejsza dziewczyna i cierpisz, może się zdarzyć, że w następnym akcie to Ty będziesz piękną dziewczyną, a dzisiejsza Twoja jedyna będzie musiała podróżować pojazdem wyglądającym jak jąkający się, pryszczaty okularnik z przetłuszczonymi włosami, na którego nawet nie spojrzysz. Wiedz, że dusza nie ma płci. To, czy w następnym wejściu będziemy kobietą czy mężczyzną, zależy wyłącznie od tego, jakiej karmy naprodukowaliśmy w poprzednich bytach. Kobieta stanowi byt wyższy, doskonalszy niż mężczyzna, mimo, że to mężczyzna jest z reguły silniejszy i sprawniejszy intelektualnie. Kobieta natomiast góruje nad mężczyzną uczuciowo, a właśnie uczucia są tym, co odciska się w duszy, co ją zmienia. Ostatecznie liczą się tylko uczucia, emocje. To ich ślad pozostaje w duszy, czyli w Tobie. Reszta – myślenie, mądrość, zimne kalkulacje – umiera z ciałem. Możesz być profesorem uniwersytetu, najmądrzejszym z ludzi, ale jeśli masz charakter sukinsyna, jeśli wbijanie innym szpileczek to Twoja ulubiona dyscyplina sportu, nie ma rady, będzie bolało. Ciebie będzie bolało. Mówią, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Tak właśnie jest, choć nie dosłownie. Wenus jest bliżej Słońca, bliżej źródła energii, bliżej celu. Mars jest dalej. Co wcale nie znaczy, że kobieta nie może się cofnąć, spaść z tej jakubowej drabiny o kilka szczebli, by ponownie zacząć wspinaczkę z poziomu mężczyzny. Pamiętajcie o tym, panie. My, panowie, też możemy zjechać w dół. Do poziomów zwierzęcych...

Wiedz, że nie jesteś jedyną osobą, która cierpi. Cholerny, nie do zniesienia ból, może nawet większy niż Twój, dotyka wielu. Kiedy to czytasz, niektórzy w męczarniach umierają z głodu, inni są sprzedawani jak przedmioty. W Chinach skazanym na śmierć bez znieczulenia wycinają narządy do przeszczepów. Ale nie wszyscy mając w ręce gruszkę, zaraz decydują się jej użyć. Gruszka to ostateczność najgorsza z możliwych. Spróbuj małymi krokami, tak jak ja. Nie zakładaj z góry, że nie naciśniesz jej nigdy. To nie ma sensu, to Cię załamie. Wyznacz sobie cel znacznie bliższy, możliwy do osiągnięcia. Zdecyduj, że wytrzymasz jeszcze minutę, potem drugą minutę, godzinę. Jeżeli to ból wyłącznie fizyczny, staraj się odwrócić od niego uwagę. Chociaż na chwilę zajmij się czymś co Cię pochłonie, posłuchaj muzyki, wsłuchaj się w nią tak, by zapomnieć o otoczeniu, załatw w myślach jakiś ważny problem, pogadaj z kimś – to też można zrobić w myślach. Spróbuj też ze zgłoską OM. Im niższy dźwięk, bliższy mruczącego kota, tym lepiej. Spróbuj wyobrazić sobie, jak wraz z głębokim i wolniutkim wdechem, przez trzecie oko między brwiami, wpuszczasz do środka złoty pył prany, energii kosmicznej. Jak prana dociera do bolącego Cię miejsca, jak przynosi ulgę, i jak z wydechem czarny dym Twojego bólu wypuszczasz na zewnątrz.

Musisz również mieć świadomość tego, że Twój ból nie jest bezpodstawny. Nie chodzi mi o to, że boli, bo na przykład, tak jak mnie, wysunął Ci się dysk i uciska nerwy. Boli, bo na ten ból zapracowałeś. Nie fizycznie, dźwigając za duży ciężar bez przygotowania, a gromadząc złą karmę chciwości, zazdrości, znęcania się nad kimś słabszym. Wszystkiego tego, czego sam nie chciałbyś doświadczyć, a co świadomie zrobiłeś innym w tym żywocie, również w poprzednich. Musisz ten ból przetrwać, wypalić złą karmę. Innej drogi nie ma. Inne drogi są tylko w filmach. Przyjmij więc ten ból z należną pokorą oraz świadomością tego, że na niego zasłużyłeś. To również przynosi ulgę i uszlachetnia. W pierwszych tygodniach, kiedy mój ból był trudny do zniesienia, doszedłem do wniosku, że w poprzedniej odsłonie musiałem być hitlerowskim zbrodniarzem wojennym, pakującym w łódzkim getcie Żydów na wagony. Czy tak było nie wiem, ale świadomość tego, że mi się należy, sprawiła, że bolało ciut łatwiej. Tak, cierpienie uszlachetnia, wzmacnia. Ja po wyjściu z tego badania czułem dumę, że jednak wytrzymałem. Bo gdy po pierwszej minucie poczułem ból i uświadomiłem sobie, że jeszcze 29 razy tyle leżenia przede mną, chciałem rozwalić tę trumnę nogami i wiać. Potem wpadłem na pomysł, żeby wyznaczyć cel, który jest w zasięgu ręki, żeby po minucie, po pół minuty wytrzymywać i wtedy zastanawiać się nad użyciem gruszki. Jestem więc dumny podwójnie: nie dość, że wytrzymałem, to jeszcze znalazłem metodę.

Miej również świadomość, że kiedyś tę złą karmę wypalisz, choć może to trwać długo. Dłużej, niżbyś chciał. Jeśli urodziłeś się w takiej rodzinie, że klniesz w żywy kamień swój los i cierpisz, bo matka z ojcem piją i biją, a syn sąsiada w Twoim wieku ma znacznie lepiej, wiedz, że rodzisz się tam, gdzie Twoje miejsce. Masz takich rodziców na jakich zasłużyłeś. Mówiąc skrótowo, to Ty ich wybrałeś, nie oni Ciebie. Ty swoją złą karmą zasłużyłeś na takie, a nie inne warunki. Kochaj ich i bądź im wdzięczny, że umożliwiają Ci wypalenie złej karmy. Oni, podobnie jak Ty, też nie są idealni, też mają swoje problemy i karmę do wypalenia. I przestań już produkować te złe uczynki. Zacznij produkować dobre. Gdybyś teraz chlasnął samobója, byłoby tak, jakby wielka wywrotka z piachem jadąca przed Tobą nagle zrzuciła cały balast na Ciebie. Zakopie Cię. Długo będzie trwało zanim wygrzebiesz się spod piachu. I zwróć uwagę, będziesz dokładnie w tym samym miejscu, w którym byłeś. Przed Tobą ten sam kawał drogi, tylko że dodatkowo zmarnowałeś mnóstwo energii na odkopywanie.

Bądź więc wyrozumiały, kochaj i pomagaj potrzebującym. Są ich setki milionów. I ludzi i zwierząt. Czekają na pomoc. To jedyna droga, piękna droga do doskonałości.



Jeśli interesują Cię inne ważne prawdy o świecie, wskocz na początek do zakładki "ODRZUĆ STRACH - WKRACZAMY W ERĘ WODNIKA". Gdy je poznasz, będzie łatwiej. Dotychczasowe problemy wydadzą Ci się śmieszne. Przekonasz się wreszcie, że świat z Tobą, jako jego ważną częścią jest piękny.

Kontakt



17036
mobile
'homo ilum' 'samobójstwo' 'Sumer' 'Zecharia Sitchin' 'Nibiru' 'Nefilim' 'Enki' 'Marduk' 'Babilon' 'wieża Babel' 'Inana' 'Isztar' 'wimana' 'tabliczki ME' 'Wielka Piramida w Gizie' 'piramida Chufu' 'Cheops' 'Ur' 'Uruk' 'Szatan' 'Bóg'