Tajemnice Piramidy Cheopsa

Kto zbudował piramidę Cheopsa?
Cheops, odpowiecie.

Przyjmuje się, że właśnie on, faraon Chufu z IV dynastii, lepiej znany jako Cheops, był budowniczym Wielkiej Piramidy w Gizie. Cheops panował mniej więcej w XXVI wieku przed naszą erą.

Lecz gdy przyjrzeć się dokładniej owej piramidzie, szczególnie temu, co w środku, odpowiedź przestaje być taka prosta. Powiem więcej, bardzo się komplikuje.

Otóż w Komnacie Króla, jednym z wewnętrznych pomieszczeń piramidy zbudowanym z granitowych bloków, jedynym stałym meblem jest Sarkofag. To właśnie od niego, rozumianego jako miejsce, w którym złożono ciało faraona, pomieszczenie nazwano Komnatą Króla. Sarkofag to prostokątna, granitowa skrzynia bez wieka, długa na ponad dwa metry, szeroka na prawie metr i na przeszło metr wysoka. Ustawiona jest centralnie między ścianami południową i północną. W tej  ostatniej znajduje się wejście do komnaty. Skrzynia stoi w odległości około półtora metra od każdej z nich. I mniej więcej tyle samo od wschodniej ściany.

Jak wspomniano, w Sarkofagu rzekomo miała znajdować się mumia faraona Chufu. Mumii oczywiście nigdy tam nie znaleziono. W ogóle jej tam nigdy nie było. Nie było też wieka od Sarkofagu, bo to w ogóle nie jest żaden sarkofag.

Uwagę niektórych uczonych zwróciło to, że skrzynia wykonana jest z jednej bryły granitu. Jest perfekcyjnie wydrążona w środku. Zamiast złożyć ją na miejscu z pięciu oddzielnych płyt, ktoś zadał sobie bardzo wiele trudu i w jednym bloku granitu – jednej z najtwardszych skał – wywiercił i usunął cały środek, pozostawiając tylko idealnie gładkie ściany i dno. A potem jeszcze wciągnął tę granitową wannę, meblując komnatę już w trakcie jej konstruowania, ponieważ wymiary Sarkofagu z jednej strony, a Przedsionka i korytarzy z drugiej uniemożliwiały wniesienie mebla na miejsce po zakończeniu budowy piramidy.

Uczeni twierdzą, że egipscy fachowcy-kamieniarze wapienne, a więc stosunkowo miękkie bloki skalne używane do budowy piramidy przygotowywali, posługując się narzędziami z brązu. Brąz to znany już w czasach faraonów stop miedzi i cyny, twardszy niż czysta miedź. Z wielkim mozołem robotnicy wiercili więc tymi prostymi narzędziami dziesiątki, setki otworów w równych rzędach w wapiennej skale, wbijali w nie drewniane kołki i polewali je wodą. Kołki pęczniały i rozsadzały skałę, odłupując całe jej bloki. Czy jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić?

Jesteśmy. Bez większego problemu. Przynajmniej jeśli chodzi o odłupywanie bloków, bo z ich precyzyjną obróbką jest już trochę gorzej. Ale i z tym od biedy nasza wyobraźnia da sobie radę, jeżeli tylko wymusimy na kamieniarzach katorżniczą pracę. Załóżmy, że faktycznie kamieniarze postępowali w wyżej opisany sposób. Wówczas nasuwa się kilka pytań.

Piramida to przede wszystkim miękki wapień. Ale wiemy już, że nie tylko. Również i granit. A to  przecież jedna z najtwardszych skał występujących w przyrodzie. Czyli pierwsze pytanie: jak za pomocą wykonanych z brązu narzędzi, tak skomplikowanych jak młotek i wiertło, kamieniarze przygotowywali i obrabiali granitowe bloki, z których zbudowane są wewnętrzne pomieszczenia piramidy? Powtórzmy jeszcze raz: granit to nie miękki wapień. Nie sposób naruszyć go miedzianym czy też wykonanym z brązu narzędziem. Żelazo na dużą skalę weszło na scenę dziejów dopiero tysiąc lat po rzekomym wybudowaniu piramidy przez kamieniarzy faraona Chufu. Wcześniej owszem, żelazo było znane, ale wyłącznie to pochodzące z meteorytów, a więc bardzo rzadkie, wobec tego i bardzo drogie.

Ale żelazo to na granit też jeszcze za mało. Dużo za mało. Może więc stal narzędziowa? Stal damasceńska – mimo swojej nazwy prawdopodobnie pochodząca z północnej części Indii – pojawia się dopiero po kolejnym tysiącleciu z okładem. Jej sława wynikająca z niesamowitej twardości związana była z powstającymi wstęgowymi strukturami węglowymi, uzyskiwanymi poprzez dodawanie do stopu odpowiedniego szkła. W efekcie tworzyły się struktury podobne do współcześnie stosowanych węglików spiekanych. Kto próbował wywiercić otwór w granitowej płycie, używając do tego stalowego wiertła, ten wie, że stal to na granit też jeszcze za mało. Wiertło najwyżej rozgrzeje się i rozhartuje, a na granicie pozostanie tylko niewielki ślad. Bez porządnego wiertła widiowego z ostrzami ze spiekanych węglików nie ma sensu zabierać się do granitu. A najlepiej mieć do tego narzędzia z ostrzami diamentowymi.

Czy wobec tego budowniczowie piramidy dysponowali takimi narzędziami? Odpowiedź brzmi: nie. Dysponowali za to czymś znacznie skuteczniejszym!

Czym?

Najpierw załóżmy zupełnie teoretycznie, że będąc cholernie upartymi i posługując się opisaną wyżej techniką, w jakiś przedziwny sposób jednak udaje się egipskim kamieniarzom-cudotwórcom wywiercić otwory do wbicia kołków. Z mozołem wbijają kołki, polewają je wodą, kołki pęcznieją. Wiemy, co dzieje się dalej – blok granitu odłupuje się od skały macierzystej. I już go mamy!

Świetnie! Tylko że my mamy uzyskać nie blok granitu, a pustą w środku skrzynię, wannę.

Czyli w znany nam sposób, przy dużej dozie szczęścia, kamieniarze mogliby jedynie uzyskać płyty do zmontowania Sarkofagu, a nie skrzynię z pustym środkiem. Jak zatem została wykonana, bo przecież stoi w Komnacie Króla po dziś dzień?

Po dokładnym przebadaniu Sarkofagu uczeni doszli do wniosku, że do usunięcia jego wewnętrznej zawartości użyto wierteł ultradźwiękowych, wibrujących z częstotliwością kilkudziesięciu tysięcy cykli na sekundę! Po oględzinach śladów pozostawionych na dnie Sarkofagu ustalono bowiem, że wiertło szybciej zagłębiało się w twardszym kwarcu niż w bardziej miękkim skaleniu. Oba te minerały wchodzą w skład granitu. W taki sposób zachowywałoby się tylko wiertło ultradźwiękowe, ponieważ kryształy kwarcu, wchodząc w rezonans z wibracjami wiertła, mogłyby się łatwiej odłupywać. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie egipskich kamieniarzy wyposażonych w ultradźwiękowe wiertarki? Z dużym trudem. Z bardzo dużym.

Ale gdyby jednak i to nam się udało, to jak z kolei – obok tych ultradźwiękowych wiertarek – wyobrazić sobie w rękach kamieniarzy tak wyrafinowane narzędzia, jak młotki i wiertła z brązu oraz drewniane kołki do polewania wodą?

Otóż okazuje się, że i to jest możliwe, aczkolwiek pod jednym warunkiem. Jakim? Że wstając codziennie od komputera, by zagotować sobie wodę na kawę, ze specjalnego pudełka bierzemy w ręce dwa suche kawałki drewna z laserowo wypalonym napisem made in China i jednym trzemy długo o drugi, bo przecież musimy najpierw rozpalić ognisko…

Ze względu na obecny w piramidzie dokładnie obrobiony granit, ze względu na stojący tam Sarkofag wykonany z tylko jednej bryły granitu, koncepcja narzędzi z brązu w rękach kamieniarzy, drewnianych kołków i wody do ich polewania niestety nie wytrzymuje konfrontacji ze zdrowym rozsądkiem. Nawet wówczas, jeżeli przyjmiemy, że to woda święcona…

Skoro budowniczowie piramidy dysponowali wiertłami ultradźwiękowymi, to jasne jest, że nie używali drewnianych kołków polewanych wodą. To po pierwsze. Budowniczymi piramid nie mogli być też egipscy kamieniarze, bo ci dysponowali tylko narzędziami z brązu i polewanymi wodą kołkami. To po drugie. Gwoli ścisłości należy jeszcze dodać, że jeden z narożników owego tajemniczego mebla, ten od strony południowo-zachodniej, jest uszkodzony. To znaczy nadtopiony. Nie odłupany, nie upiłowany, tylko właśnie nadtopiony. Czy to jest ważne? Może niekoniecznie, ale aby stopić granit, trzeba go rozgrzać do temperatury co najmniej tysiąca siedmiuset stopni Celsjusza. Do tego potrzeba współczesnego palnika, na przykład acetylenowo-tlenowego, pozwalającego uzyskać temperaturę od dwóch do trzech tysięcy stopni Celsjusza. Przez całą Starożytność ludzie nie dysponowali możliwościami wytwarzania tak wysokiej temperatury, dlatego posługiwali się tylko narzędziami z brązu, który można wytwarzać w o wiele niższej temperaturze. Historia rozwoju cywilizacji to również historia poznawania materiałów powstających w coraz wyższych temperaturach. Z drugiej strony – kończąc rozważania nad zagadkowym Sarkofagiem – trudno podejrzewać, że to ktoś ze współczesnych próbował stopić go w Wielkiej Piramidzie w Gizie. Historia w każdym razie na ten temat milczy.

Dlaczego wobec tego uczeni ciągle się upierają, że piramidę za pomocą młotków i wierteł z brązu oraz drewnianych kołków zbudowali egipscy robotnicy, poddani faraona Chufu?

 


Najpierw kilka słów wprowadzenia, ponieważ zagadkowo wygląda również to, czego nie widać, czyli to, co znajduje się bezpośrednio nad sufitem Komnaty Króla, ułożonym z dziewięciu granitowych płyt.

Otóż nad tym sufitem są niewysokie, zamknięte pomieszczenia z płaskimi sufitami z grubych granitowych belek i z bardzo nierówną podłogą. Wygląda to nieco podobnie do betonowych belek układanych na budowie. Na jednej warstwie belek kładzie się na obu końcach przekładkowe listwy, a na nich kolejną warstwę belek. Tutaj jest pięć pięter tak ułożonych granitowych belek, równiutkich od dołu i po bokach, a zupełnie nieobrobionych od góry. Trzykrotnie – licząc od dołu – na belkach stropowych leżą granitowe, równo ociosane belki przekładkowe. Czwartą przekładkę pod piątą kondygnacją stanowią już belki z wapienia. Zamykające tę dziwną konstrukcję szóste piętro wykonane jest z równo ociosanych, w przekroju prostokątnych belek z wapienia, ułożonych w kształcie namiotu tak samo, jak to zrobiono w znajdującej się niżej Komnacie Królowej.

Uzyskane w ten sposób wolne przestrzenie między kolejnymi warstwami-kondygnacjami mają od czterdziestu paru centymetrów wysokości do nieco ponad metra.

Ortodoksyjni uczeni twierdzą, że cały wysiłek po to, by zminimalizować nacisk na strop Komnaty, powodowany przez skały leżące na namiocie.

Tłumaczenie to jest wątpliwe z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że wymiar Komnaty Królowej, mierzony wzdłuż krótszej ściany, jest identyczny z wymiarem Komnaty Króla i wynosi dokładnie pięć metrów i dwadzieścia trzy centymetry. W Komnacie Królowej widzimy jedynie sufit namiotowy, ułożony bezpośrednio na ścianach, bez dodatkowych pięciu pięter płyt z przekładkami poniżej niego. A przecież nacisk na strop Komnaty Królowej jest jeszcze większy niż tutaj, bo ta komnata znajduje się znacznie niżej.

Drugi powód to sposób umocowania stropu namiotowego nad Komnatą Króla. Otóż belki tego stropu zagłębione są ukośnie w kamiennych blokach wypełniających wnętrze piramidy i w żadnym punkcie nie stykają się z leżącymi poniżej pięcioma granitowymi piętrami. Innymi słowy, gdyby pięć  granitowych pięter usunąć, pozostałoby to bez żadnego uszczerbku dla wytrzymałości stropu namiotowego. Czyli jakby uczone głowy, uzbrojone w wiele tytułów naukowych, z setkami publikacji w najważniejszych, najbardziej prestiżowych czasopismach i cieszące się autorytetem nie do podważenia, nie do końca były w stanie okiełznać swoją wyobraźnię.

Bo oczywiście nie o odciążenie stropu tutaj chodzi, a o uzyskanie komór rezonansowych odbijających i wzmacniających fale dźwiękowe emitowane przez Sarkofag. Prawdopodobnie również z tego powodu sufity są gładkie, a podłogi bardzo nierówne, nieobrobione. Fale emitowane z pomieszczenia poniżej odbijają się przecież od sufitu, a nie od podłogi.

Skoro już wiadomo, jak zbudowany jest strop nad Komnatą Króla aż do namiotowego sufitu, można wreszcie pokusić się o wyjaśnienie wzmiankowanej zagadki.

Dlaczego wszystkiemu winien jest faraon Cheops, zwany inaczej Chufu?

To historia pewnego sprytnego oszustwa.

Najstarsza informacja, jaka dotrwała do naszych czasów a która wskazuje na tego faraona jako budowniczego piramidy, pochodzi od Herodota, greckiego ojca historii, żyjącego w VI wieku przed naszą erą. Również Herodotowi zawdzięczamy znajomość imion rzekomych budowniczych dwu pozostałych piramid. To Chefre i Menkaure, znani współcześnie jako Chefren i Mykerinos. Jedyne inskrypcje, jakie znaleziono w całej Wielkiej Piramidzie, pochodzą z owych spornych  co do przeznaczenia  komór, z równymi sufitami i nierównymi podłogami, odkrytych nad Komnatą Króla. W każdej z komór, z wyjątkiem najniższej, na ścianach południowej, zachodniej i północnej znajdują się malowane czerwoną ochrą hieroglify. Zostały odkryte przez egiptologa amatora, angielskiego pułkownika Howarda Vyse’a w pierwszej połowie XIX wieku. W kilku miejscach znalazł on kartusze z – według niego – imieniem faraona Chufu. Kartusz w tym przypadku to zapisane w obwódce hieroglify zawierające imię króla.

Na czym polega fałszerstwo?

  1. Pierwotne wejście
    2. Obecne wejście wydrążone w 820 r. z rozkazu kalifa Al-Mamuna
    3. Korytarz łączący korytarze Zstępujący i Wstępujący
    4. Korytarz Zstępujący
    5. Niedokończona komora
    6. Korytarz Wstępujący
    7. Komora królowej z ukośnymi kanałami (7′)
    8. Korytarz poziomy
    9. Wielka Galeria
    10. Komora królewska z sarkofagiem i ukośnymi kanałami (10′)
    11. Pasaż – przedsionek
    12. Szyb łączący Galerię z Korytarzem Zstępującym

 

 


Najniższa komora rezonansowa, znajdująca się tuż nad sufitem Komnaty Króla, została odkryta przez niejakiego Davisona jeszcze w XVIII wieku. W tej komorze nie znaleziono żadnego napisu.

Vyse natomiast odkrył inskrypcje we wszystkich komorach znajdujących się powyżej, do których dostał się jako pierwszy.

Napisy znajdują się na wszystkich ścianach z wyjątkiem wschodnich. Dlaczego nie ma ich na wschodnich? Bo od tej strony pomocnicy Vyse’a wykuwali wejścia, więc zostało niewiele wolnego miejsca.

Vyse, a w zasadzie niejaki Hill, który mu pomagał i który bez wątpienia był autorem owych malowanych ochrą inskrypcji, popełnił jednak kilka karygodnych błędów.

Najważniejszy polegał na tym, że nie będąc biegłym w kaligrafii hieroglifów, popełnił subtelną pomyłkę. Zamiast zakreskowanego w środku kółeczka, znaczącego Ch, umieścił w kartuszu puste

kółeczko z kropeczką w środku, symbolizujące słoneczny dysk najważniejszego boga Egiptu, czyli Ra (obrazek pod tekstem). W efekcie otrzymał napis nie Chufu, a Rafu, czyli bez sensu, bo faraona o takim imieniu nie było. Ta inskrypcja z błędnym imieniem znalazła się w najwyższej komorze.

Już napisy z niższych komór budziły wątpliwości egiptologów z British Museum w Londynie, do których – by potwierdzili doniosłość odkrycia – Vyse wysyłał odpisy rzekomo znalezionych przez siebie inskrypcji. Wątpliwości wzbudziły brak wprawnej ręki w kaligrafowaniu oraz zastosowanie pisma, które weszło do użycia dopiero kilkaset lat po śmierci Chufu!

Vyse jednak, przez wzgląd na dokonane odkrycia, szybko stał się gwiazdą ówczesnych mass mediów. Był tak sławny, że nikt nie zwracał uwagi na wątpliwości jakichś zawistnych egiptologów.

Jakby tego było mało, Vyse wkrótce dokonał odkrycia w trzeciej, najmniejszej piramidzie, w pomieszczeniu przylegającym do komnaty, w której był pusty sarkofag. W tym pomieszczeniu, zawalonym śmieciami, z arabskimi napisami na ścianach, co świadczyło, że wnętrze piramidy było licznie odwiedzane, tylko Vyse znalazł fragment drewnianej trumny z hieroglifami z imieniem Men-ka-re w kartuszu, czyli Mykerinos bardziej po naszemu. Mało tego, znalazł również kilka kości tego faraona, zawiniętych w jakiś żółty materiał. Wykonane wiele lat później badania za pomocą izotopu węgla C14 wykazały, że znalezione kości pochodzą z początków naszej ery, czyli lekko licząc są młodsze o ponad dwa i pół tysiąca lat od Chufu.

Prawdopodobnie Vyse znalazł fragment trumiennej skrzyni w którejś ze świątyń w pobliżu piramidy, a z jednej z licznie rozkopywanych mastab wyjął mumię. Do piramidy podrzucił tylko tyle, ile było potrzeba, by dokonać kolejnego epokowego odkrycia, żeby potwierdzić imię budowniczego najmniejszej piramidy.

Ale jego dobra passa jeszcze się nie skończyła! Wpadł na pomysł, że dokona kolejnego epokowego odkrycia. Pojechał więc do Sakkary i w piramidzie Dżesera odkrył malowany czerwoną ochrą kartusz z jego imieniem!

Miał facet takiego farta, jak żaden z dotychczasowych egiptologów. A wszystkich genialnych odkryć dokonał w iście ekspresowym tempie.

Fart? Jaki tam znowu fart! Opracował jedynie bardzo szybką i skuteczną metodologię prowadzenia prac wykopaliskowych. Zuch amator egiptolog! Za zasługi na polu archeologii został generałem. Sławnym i bogatym generałem.

A pan Hill, jego malarz pomocnik z coraz sprawniejszą w kaligrafowaniu hieroglifów ręką?

Kiedy pułkownik Vyse zaproponował mu współpracę, był zatrudniony w walcowni miedzi. Kiedy się rozstawali, aby trzymał buzię na kłódkę, został właścicielem hotelu Cairo.

Niedługo po genialnych odkryciach dokonanych przez Vyse’a, francuski egiptolog Auguste Mariette w zrujnowanej świątyni Izydy niedaleko Wielkiej Piramidy znalazł wapienną stelę, na której znajdował się hieroglificzny napis sławiący Chufu jako tego, który świątynię Izydy odbudował.

„Niech żyje Horus Mezdau! Królowi Górnego i Dolnego Egiptu Chufu dane jest życie! Ufundował on dom Izydy, pani tej piramidy, która stoi przy domu Sfinksa”.

Czyli Chufu był donatorem rekonstrukcji świątyni przy stojącej już piramidzie!

To do tej pory jedyny dowód mówiący, że w czasie panowania faraona Chufu Wielka Piramida i Sfinks już stały.

Po rewelacjach zaprezentowanych przez Vyse’a, po wcześniejszych informacjach Herodota i po mnożących się artykułach autorytetów potwierdzających Chufu jako budowniczego piramidy, uczeni uznali, że w takim razie stela znaleziona przez Mariette’a musi być falsyfikatem…

No tak, na razie wiemy, kto nie jest budowniczym Piramidy Cheopsa. Nie jest nim Cheops. Kto zatem jest jej budowniczym? Zapraszam do lektury HOMO ILUM.


Kartusz z imieniem Chufu

(fragment II tomu HOMO ILUM. Rysunki i zdjęcia z Wikipedii)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top