Odrzuć strach – wkraczamy w Erę Wodnika

Era Wodnika to nie czas. To stan świadomości. Otwarcie umysłu na prawdę o świecie, na prawdę o nas samych. Przyszła pora by zbudzić się z letargu religijnego otępienia. Otworzyć oczy i zdobyć się na odwagę samodzielnego myślenia. Większość z nas ciągle podobna jest do ślepca pytającego jak wygląda świat. Mając niewidzące oczy, znamy go głównie z religijnej opowieści. A ona, choć zawiera okruchy prawdy jest fałszywa. Mimo że istnieje nauka udzielająca sensownych odpowiedzi, większość z nas ciągle wybiera obraz świata malowany przez księdza z ambony. A to droga donikąd, bo przekonani o tym, że cuda się zdarzają, zamiast pracować nad sobą, zamiast we własnym interesie się doskonalić, czekamy na cud, który za nas rozwiąże wszystkie problemy. Do dobrobytu i mądrości dochodzi się nie za pomocą oczekiwania na cud, lecz ciężką pracą. Bo to, co jedynie pewne, to konstatacja, że cud nigdy nie nastąpi. A wygrana w lotto? Przecież niektórzy wygrywają ogromne pieniądze. To prawda. Ale wielu z nich szybko traci wszystko i wpada w jeszcze większe tarapaty niż przed wygraną. Bo nawet do wygranej trzeba dorosnąć. Kto ciężko nie pracuje, nie będzie umiał docenić tego co wygrał.

“Religia”, “ksiądz z ambony” to pewne uproszczenia. Mam tu na myśli wszystkie istotne obecnie systemy religijne – judaizm, chrześcijaństwo i islam. Hinduizm tylko częściowo, bo to jedyna żywa religia sięgająca pierwocin, czasów bogów. Stąd jej założenia nie tylko są prawdziwe, ale i niesprzeczne, a bywa że spójne ze współczesną fizyką. Buddyzmu nie wspominam, bo w zasadzie nie jest religią.

Nie jest moim zamiarem odwodzenie kogokolwiek od Boga. Od religii tak, od Boga nie. Religijny obraz Boga jest bardzo infantylny. Chcę pokazać, że prawdziwy boski świat jest zupełnie inny, znacznie piękniejszy od opisywanego przez religię straszącą już od dziecka piekielnym ogniem każdego, kto tylko odważyłby się pomyśleć samodzielnie. Bój się Boga! Słyszeliśmy to wiele razy. I się boimy. A on, Bóg – zapewniam – nie jest od tego, by się go bać.

Nie proponuję nowej religii, nowej wiary. Proponuję coś znacznie bardziej wartościowego – poznanie PRAWDY. Nie jakiejś tam prawdy, nie tys-prawdy, ani nie gówno-prawdy (dwie ostatnie w zgodzie z typologią prawd ks. J. Tischnera) a tej jedynej, prawdziwej prawdy. Nie będzie w niej tajemnic wiary, niedefiniowalnych dogmatów o których nikt nie próbuje dyskutować. Nie będzie straszenia piekłem ani rajskich obietnic bez pokrycia. Będzie trochę praw fizyki i teorii. Ale spokojnie – bez wykresów i wzorów oraz w minimalnej dawce.

Żyd Jehoszua (Jehowa Zbawi) znany lepiej jako Jezus, przestrzegał by nie rzucać pereł przed wieprze. Przecież nikt nie rzuca pereł przed wieprze, więc po co przed tym przestrzegać? Bo widocznie nie o zwykłe perły tu chodzi i nie o zwykłe wieprze. Perły są synonimem prawdy, mądrości. Nie ma sensu ujawniać prawdy tym, którzy jak wieprze nie są gotowi, by ją zrozumieć. Którzy ją odrzucą, podepczą, a nas wyśmieją, bo zniewoleni strachem przed knowaniem Szatana boją się pomyśleć inaczej, niż chce tego ksiądz.

Kiedy uczeń jest gotowy zjawia się mistrz, mówi hinduska mądrość. To pokazana z drugiej strony przypowieść Jezusa o perłach i wieprzach.

Przekonajmy się sami, czy ciągle jesteśmy wieprzami zniewolonymi religijnymi dogmatami, czy może już gotowymi do poznania świata uczniami, którzy nie podepczą pereł prawdy. Prawda jest na wyciągnięcie ręki. Mimo że patrzymy na nią codziennie, większość z nas jej nie dostrzega. Oto prosty dowód.

Dziesiątki razy słyszeliśmy jak to Szatan pod postacią rajskiego węża skusił Ewę. Ona namówiła Adama i stało się. Zjedli zakazany owoc, popełnili grzech pierworodny, wszystkich nas przez to „umoczyli”. Od tego czasu, już w momencie urodzenia się podobno jesteśmy winni. Nie wiedzieliśmy niczego o naszej winie, dopóki ksiądz nie wbił nam jej do głowy.

Czy więc choć raz w życiu zastanowiliśmy się, jak byśmy dziś wyglądali, gdyby Szatan jednak nie przekonał Ewy, a ona nie zwiodła Adama na złą drogę?

Czy przyszło nam do głowy, że gdyby nie Ewa, bylibyśmy intelektualistami pokroju szympansa albo prawdziwego wieprza? Bo przecież zanim oboje zjedli owoc z drzewa poznania, chodzili po ogrodach Edenu nago i nie wstydzili się tego. Co znaczy, że bliżej było im nie do ludzi, a do zwierząt. Adam z Ewą byli jedynie homo erectus ze wschodniej Afryki. Dumnym homo już ich współcześni nam uczeni udekorowali, bo ci nasi dawni przodkowie nawet używali ognia, ale z myśleniem jeszcze u nich było nietęgo, do sapiens długi kawał drogi. Dopiero po zjedzeniu zakazanego owocu, ze wstydu że są nadzy zaczęli zakrywać się listkami figowymi. Weszli w etap homo Cro Magnon, znacznie nam bliższych fizycznie, a co najważniejsze, intelektualnie.

Co było dalej? Bóg Jahwe zorientował się że nie posłuchali jego zakazu, ponieważ zakrywają się listkami. W konsekwencji wygnał ich z raju. A zatrybił co zrobili nie w swojej nieskończonej mądrości, w którą jest przecież wyposażony, bo zanim cokolwiek się stanie, najpierw musi powstać w jego zamyśle… Znamy ten tekst, prawda? Otóż Jahwe zorientował się dopiero gdy zobaczył, że się wstydzą. Czyli w taki sam sposób, w jaki zauważyłby to każdy z nas. Po symptomach poznał co zrobili. Czy wobec tego Jahwe na pewno jest – znającym to co było i to co będzie – stworzycielem świata, za którego się podaje? Wolne żarty!

A kto jest naszym dobroczyńcą? Jahwe, który wygnał naszych z raju gdy zorientował się że zaczęli myśleć? Czy może jednak Szatan, który skusił Ewę, by zamiast posiadania wyłącznie umiejętności iskania Adama i kopulowania z nim, posiadła jeszcze umiejętność odezwania się do niego ludzkim głosem?

Dosyć już, dosyć! Wystarczy!

Jeżeli w tym momencie chcecie czytać dalej, to znaczy że jesteście wyzwoleni z pęt religii, jesteście uczniami, choć z kolei ja – znając swoje ograniczenia – wcale nie pretenduję do roli mistrza. Przed Wami szeroka droga do prawdy, odnalezienia sensu istnienia i szczęścia. A mistrz, prędzej czy później, na pewno Was odnajdzie. Po to przecież wkraczamy w erę Wodnika.

Jeżeli natomiast zorientowaliście się że wiodę Was na manowce, jak niegdyś Szatan Ewę, i że przeze mnie skończycie w ogniu piekielnego potępienia, szybko zamknijcie ten tekst, bo dalej będzie jeszcze gorzej. Wyjaśnię tylko, że kiedyś też dojrzejecie – bo taka jest kolej rzeczy – by bez lęku czytać nawet najbardziej obrazoburcze teksty. Bo przecież tylko od Was zależy czy dacie się skusić jak Ewa, czy raczej będąc jak skała odrzucicie je, pozostając w mentalnym zniewoleniu wierni dogmatom wiary ojców, wzmacniani wszechobecnym strachem przed gniewem bożym.

Skoro zostaliśmy sami wyjaśnię, że rajska historia, podobnie jak większość tych pierwszych wydarzeń, została pierwotnie zapisana pismem klinowym na sumeryjskich glinianych tabliczkach. Ale w Sumerze opisano to tak, jak się faktycznie działo, logicznie i klarownie, bez odwracania kota ogonem. To na terenie Sumeru były ogrody Eden, to tam pojawili się bogowie i tam (częściowo też na południu Afryki) w procesie trwającym dziesiątki tysięcy lat, bogowie pod kierunkiem boga Enki “stworzyli” człowieka. A zrobili to nie z miłości, jak przekonuje Biblia, lecz by pracował. Do prostych, ciężkich robót. Założyli, że będzie spał w rowie i pił wodę z kałuży – tak to zostało opisane. To etap Adama i Ewy przed zjedzeniem jabłka, chociaż fizycznie postaci o takich imionach nie było. W tym miejscu istotna uwaga. Bogowie Sumeru, później Egiptu, Indii, Ameryki Środkowej czy Grecji wcale nie pretendowali do roli, w jakiej Żydzi w czasie niewoli babilońskiej obsadzili Jahwe – samotnego i jedynego Pana Początku, Stwórcy, który powołał świat do istnienia. Ich ego było mniej rozbuchane (chociaż były dwa wyjątki), a ambicje bardziej umiarkowane.

Rajskie jabłko to symboliczne przedstawienie kolejnego eksperymentu – zaszczepienia człowiekowi boskiego genu, zdolności myślenia. Ponownie dokonał tego Enki, nasz tytułowy Wodnik (poniżej na odcisku pieczęci cylindrycznej).

Wiele tysięcy lat później Żydzi uczynili z niego Szatana. Ale Szatan w pierwotnej, żydowskiej wersji nie był zły. Złem znacznie później obrzucili go dopiero chrześcijanie. U dawnych Żydów Szatan był pomocnikiem Jahwe, sędzią, prokuratorem. Tę typową dychotomię “dobry-zły” Żydzi pożyczyli od irańskiego Zaratustry, gdzie pojawia się Ahura Mazda (Dobry Pan) oraz Aryman, pierwowzór Szatana.

To co mam do powiedzenia zdecydowałem przemycić w postaci powieści sensacyjnej zatytułowanej HOMO ILUM. Sam lubię powieści sensacyjne więc pomyślałem, że tak będzie ciekawie. Żeby Czytelników nie zanudzić, różne aspekty tego co ważne ujawnię etapami. Etapów czyli tomów będzie pięć lub sześć.

Pierwsze dwa i dwa ostatnie mają charakter powieści sensacyjno-przygodowej, trzeci i czwarty to prawie science fiction. Trzy już są na rynku. Czwarty – dla mnie najważniejszy – pojawi się w końcu maja 2019. Kolejne w mniej więcej rocznych odstępach.

Dlaczego IV tom jest najważniejszy? Wynika to z podtytułu KOSMOGONIA. Na marginesie perypetii załogi statku kosmicznego Sigu zdążającego ku Nowej Nibiru w systemie gwiazdy Mt-13-c Apsu, przedstawiam model wyjaśniający pochodzenie świata. W jakich warunkach i kiedy powstają światy, jaki jest sens i cel ludzkiego istnienia i wreszcie co na to wszystko Bóg? To fundamentalne pytania dla każdego człowieka. Prędzej czy później każdy je sobie zada, choć niektórzy zbyt późno, by zdążyć znaleźć odpowiedzi. W IV tomie HOMO ILUM i ja próbuję się z nimi zmierzyć.

Model nawiązuje do aktualnego stanu fizyki, podstaw hinduizmu i buddyzmu. Dlaczego oparłem go na takich właśnie fundamentach?

Fizyka jest królową nauk empirycznych, dlatego nie sposób od niej abstrahować. Wszak ona również próbuje wyjaśniać mechanizmy funkcjonowania świata.

Hinduizm jest jedyną żywą religią bezpośrednio nawiązującą do Sumeru – świata, w którym bogowie i ludzie chodzili wspólnymi ścieżkami. Inana – najpiękniejsza bogini w historii – była opiekunką cywilizacji powstającej w Dolinie Indusu. Nie kto inny tylko ona wykradła przywoływanemu już tutaj bogu Enki tabliczki ME, na których ten zapisał całą swoją wiedzę. Czy mogła przekazać je królom hinduskim? Mogła. Prosili ją o to. Jest o tym mowa na glinianych tabliczkach.

Tysiące lat później, w VI w. p. n. e., wychowany w hinduistycznej tradycji królewicz Siddhartha Gautama Śiakjamuni dzięki odkryciu absolutnej prawdy znalazł sposób skutecznego przerwania samsary (bezustannego kołowrotu narodzin i śmierci) poprzez osiągnięcie nirwany (zgaśnięcia). Dlatego nazywany jest pierwszym buddą (przebudzonym). Tybetańscy lamowie, współcześni naśladowcy Gautamy, rozwijają praktyki przechodzenia przez kolejne bardo (etapy życia materialnego i niematerialnego), przedstawiając jak owe bardo wyglądają. Ponieważ opisana przez nich droga do doskonałości wydała mi się bardzo logiczna i przekonywująca, zdecydowałem po pewnych modyfikacjach włączyć ją do mojego modelu.

Mimo odwołań do hinduizmu i buddyzmu, zaprezentowany model odarty jest z religijnych dogmatów, dlatego cechuje go prostota i zrozumiałość. Bóg-Stwórca Światów nie jest w nim ani mściwy ani zazdrosny, ani nawet kochający wszystkich ludzi. Prawdziwy Bóg nie ma cech antropicznych. Takie cechy mieli tylko bogowie Sumeru. Teraz mamy je my, skoro stworzyli nas na własny obraz i podobieństwo. W przedstawionym modelu zabrakło miejsca dla Szatana. W poważnym modelu kosmogonicznym nie może być miejsca dla bytów wirtualnych, szczególnie tak infantylnych i nielogicznych jak Szatan. Poza religijnymi pismami i filmami, nikt nigdy nigdzie Szatana nie spotkał i nie spotka. Nie dlatego, że Szatan jest tak sprytny i przebiegły, że nie pozwala się dostrzec, a dlatego, że w realnym świecie po prostu go nie ma. Koncepcja Szatana okazała się najdoskonalszym bo najskuteczniejszym narzędziem chrześcijańskiego czy muzułmańskiego zniewolenia, ale narzędziem od początku do końca wirtualnym. Czyli piekło jest, ale bez Szatana. Gdzie wobec tego jest piekło i kto nim rządzi? Jest tu, wokół nas. Widać je w komorach gazowych Oświęcimia, w kopalniach Kołymy, w zabawach młodych jurnych określanych w protokole sądowym jako gwałt zbiorowy, w przemysłowej hodowli zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem gęsi hodowanych na foie gras (przysmak Francuzów – pasztet z wątroby karmionych na siłę gęsi za pomocą rury wkładanej do przełyku) itd., itd. Do tego piekła z reguły zapraszamy innych i to wcale nie tych, którym według nas przydałoby się tam choć na chwilę trafić. Zwykle nie mając wobec zapraszanych złych intencji, nie zdajemy sobie sprawy, że zapraszamy ich właśnie do piekła. Hmm… Wychodzi na to, że każdy albo prawie każdy z nas zarządzał lub zarządza tam jakimś niewielkim oddziałem. Czy to może oznaczać, że Szatan jest w nas? Nie. To znaczy tylko tyle, że jesteśmy niedoskonali.

Zachęcam Czytelników do dzielenia się ze mną uwagami (“Dodaj komentarz”). Poznawanie to proces ciągły. Szczególnie gdy dotyczy tak skomplikowanej materii, jak Wszechświat zatopiony w Bogu. W kosmosie tylko natura kobiety jest jeszcze bardziej pogmatwana. Ja również nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania aczkolwiek twierdzę, że z wieloma już sobie poradziłem. Wiele małych elementów jeszcze ciągle układam, by stworzony obraz był logiczny i spójny. Czy kiedykolwiek będzie pełny?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top