Jezus nie umarł na krzyżu

Kiedy dokonuje się skoku na bank?

Wtedy, gdy w banku jest sporo gotówki oraz gdy są po temu sprzyjające warunki. Czyli nie ot tak, a w ściśle dobranym momencie. Ani wcześniej, ani później.

To obrazoburcza inwokacja, ale widzę tu pewną paralelę.

Jehoszua (Jehowa Zbawia), w zhellenizowanej wersji Jezus, dzięki swemu ojcu Józefowi ab Heli, pochodził z królewskiej linii Dawida. Według pism żydowskich, z linii Dawida miał pochodzić meisach czyli namaszczony, czyli mesjasz, który wyprowadzi Żydów spod rzymskiego jarzma. Rodzice Jezusa należeli do sekty esseńczyków (uzdrowicieli), zajmującej stare obiekty klasztorne pobudowane sto lat wcześniej przez Hassidim (Pobożnych) w Kumran nad Morzem Martwym. Ojciec nosił tytuł naggar, z greki ho-tekton czyli „mistrz rzemiosła”. Ten tytuł zupełnie błędnie przetłumaczony na „cieśla”, świadczył o wysokiej pozycji Józefa w tej zamkniętej wspólnocie (masoni do tej pory, odwołując się do esseńskich oraz starszych – egipskich korzeni, używają podobnych tytułów).

Urodzony 1 marca 7 roku p. n. e., wyrastał Jezus na żydowskiego reformatora religijnego i społecznego. Wychowano go w helleńskiej tradycji otwartości. Wiedział, że Żydzi będąc jedynie niewielkim narodem, nie są w stanie wyzwolić się spod rzymskiej niewoli, z roku na rok coraz bardziej opresyjnej. Że należy zjednoczyć siły z innymi podbitymi nacjami. Spoiwem wspólnoty miała być jedna, uniwersalna wiara. Znacznie później, w średniowiecznej Europie, jedna wiara okazała się bardzo skutecznym spoiwem dla walki z niewiernymi – rycerstwo i pospólstwo z całej Europy, niezależnie od narodowości i przynależności państwowej, gromadziło się pod sztandarami walki w obronie grobu pańskiego.

Problem w tym, że wiara Żydów była nie tylko hermetyczna, przeznaczona jedynie dla nich jako narodu wybranego przez Boga, ale i bardzo sformalizowana, pełna utrudniających życie nakazów i zakazów. Żydzi na inne nacje patrzyli z góry, bo inne nacje nie dostąpiły zaszczytu bycia wybranymi przez jedynego Boga. Z kolei kapłani zamiast służby ludowi, nosili wysoko podniesione głowy i czerpali materialne profity z racji pełnionych funkcji (skąd my to znamy?). Jezus pragnął więc zreformować wiarę Żydów, by zjednoczyć skłócone frakcje (faryzeuszy, saduceuszy i esseńczyków, z których sam się wywodził), by uczynić ją bardziej atrakcyjną dla gojów i wreszcie, by ­– służąc własnym przykładem – przywrócić właściwą rolę kapłaństwu. To wymagało mentalnego przeorania Żydów. Jezus nawiązywał w naukach do prastarej, służebnej roli króla-kapłana wobec wspólnoty. Tak ją właśnie widział. Przewodzenie wspólnocie nie dla materialnych profitów, lecz by chronić lud i troszczyć się o jego dobro, by mu służyć. Najdobitniej pokazał to w czasie ostatniego przed Golgotą spotkania z apostołami, gdy obmywał im stopy i zachęcał, by w podobny sposób i oni troszczyli się o tych, których złowią (dlatego nazywani byli Rybakami – rzekomy cud z rozmnożeniem chlebów i ryb to nic innego, jak wciągnięcie do wspólnoty kolejnych wiernych, podobnie wyciąganie ich z wody jak ryb w trakcie chrztu, dlatego współcześnie na samochodach często widać przyklejony znak ryby, wczesnego symbolu chrześcijan).

Późniejsza misja Saula co do pryncypiów z koncepcjami Jezusa nie miała zbyt wiele wspólnego. Saul zmienił imię na Paul (Paweł), gdy zgodził się wreszcie z Jezusem w trakcie ich wspólnego pobytu w Damaszku i został posłany, by szerzyć nauki Jezusa wśród innych nacji. Ale zamiast przekazywania nauk Jezusa, zaczął nauczać o Jezusie. Przekonywał pogan, że nie tylko bóg Żydów ma największą moc, ale że jeszcze posłał swego Syna do ludzi, by ten oddał za nich swoje życie. Perwersyjny sadomasochizm przypisany Jahwe osiągnął tutaj szczyty. Nikt inny tylko św. Paweł stopniowo uczynił z Jezusa Syna Bożego współistotnego Ojcu. Uczynił z niego Boga, którym sam Jezus nigdy się nie mienił.

Christos Pantokrator – mozaika z XII wieku w katedrze w Cefalu, północna Sycylia

Widomym znakiem nieposłuszeństwa Jezusa wobec sztywnych struktur religijnych i społecznych było zdarzenie opisywane jako cudowne wskrzeszenie Łazarza. Apostoł Szymon zwany Magiem lub Zelotą, przyjaciel Jezusa, za wzniecenie nieskutecznej rebelii przeciw rzymskiemu namiestnikowi Piłatowi, przez króla Heroda Agrypę został wykluczony ze wspólnoty, ekskomunikowany. Na uprawomocnienie wyroku czekał w grzebalnej komnacie klasztoru w Kumran, zwanej „łonem Abrahama”. Przypadkiem w tym samym czasie Herod Agrypa popadł w konflikt z Rzymem i został  odsunięty od urzędu na rzecz swego wuja, Heroda Antypasa, który z kolei był zwolennikiem zelotów (spiskowców przeciw Rzymowi) a przeciwnikiem Piłata. Jezus, korzystając z okazji, uwolnił Szymona z „łona Abrahama”, nazywając go Eliezerem (Eliezer był sługą Abrahama). W tym zdarzeniu niesamowite było nie to, że go wskrzesił fizycznie z martwych. Nic takiego nie miało miejsca, bo rzekomy Łazarz (źle zapisane w ewangeliach Eliezer), a w zasadzie Szymon Mag nie był nieboszczykiem. Narracja o tym, że czuć było jego rozkład, to późniejsza licentia poetica autorów ewangelii pisanych najwcześniej 30 lat po rzekomej śmierci Jezusa. Niesamowite było, że Jezus tym właśnie aktem, przywróceniem Szymona do wspólnoty pokazał wszystkim, że krok po kroku, konsekwentnie zmierza do przejęcia przywództwa we wspólnocie. Prawo zdjęcia ekskomuniki leżało w gestii Sanhedrynu, żydowskiej Wysokiej Rady (religijnej i sądowniczej), tymczasem dokonał tego Jezus. Mało tego, zrobił to czwartego dnia po nałożeniu ekskomuniki, czyli wówczas, gdy zgodnie z prawem na jej cofnięcie było już za późno – powinno to nastąpić nie później niż trzeciego dnia.

Jezus mimo wszystko przeliczył się z siłami. Miał nadzieję, że pójdzie za nim większość, gdy tymczasem owszem, zyskiwał zwolenników, ale nie w takim tempie, jakie zakładał. Tryumfalny wjazd na mule do Jerozolimy (przepowiadany w pismach) nie był aż tak tryumfalny jak zwolennicy Jezusa zakładali. W Jerozolimie prawie nikt go nie znał, skoro pytali kim jest. Zrozumiał, że jest gorzej niż się spodziewał, że zbierają się nad nim czarne chmury – ortodoksi piastujący władzę i świecką i religijną, żyjący w symbiozie z Rzymianami nie darują mu jawnego kwestionowania ich władzy i przywództwa, podżegania do buntu. Zaaranżował więc sprytny plan. Tu wszystko musiało zagrać jak w dobrze skrojonym napadzie na bank. Dlatego zorganizował ostatnie spotkanie z uczniami i tym wtajemniczonym przypomniał ich role. W odpowiednim momencie powiedział więc Judaszowi, by „czynił zaraz, co ma uczynić”. Chodziło o to, by rzymscy żołnierze pojmali go w określonym czasie. Nie wcześniej i nie później. Judasz, wprowadzony w plan w takim stopniu, w jakim Jezus uznał za stosowne, poszedł po żołnierzy. Co było dalej mniej więcej wiemy. Jezus wycierpiał katusze, ledwo przeżył, ale przeżył. Nad wszystkim czuwał Szymon zwany Magiem. Gąbka podana Jezusowi na trzcinie nasączona była nie octem a trucizną. Chodziło o to, by Jezus jak najszybciej stracił przytomność.

Tymczasem biedy Judasz, nie znając całego planu przeraził się tego co zrobił. Nie rozumiał dlaczego Mistrz wysłał go po Rzymian, którzy ostatecznie Mistrza zabili. Załamał się i zszedł ze sceny. Judasz, podobnie jak Szymon Mag, był jednym z zelotów. Był dobrze znany Rzymianom, którzy nazywali go Sikariusz od sica, zakrzywionego noża, którego zeloci używali do skrytobójczego mordowania rzymskich żołnierzy. Judasz był więc Sikariusz lub Sikariota a nie Iskariota, czyli “z Kariotu”, bo żadnego Kariotu nie było.

 Wskrzeszenie Łazarza, Jan Matejko

W stosunku do skazanych na śmierć, ukrzyżowanie było typową rozrywką tamtych czasów. Po przegranym przez Spartakusa powstaniu w 71 roku p. n. e., droga do Rzymu została przystrojona krzyżami z sześcioma tysiącami konających niewolników. Ukrzyżowani umierali długo, cztery dni do tygodnia. Czasami nawet dłużej. Bo o to właśnie chodziło, by strasznie cierpieli zanim umrą. Również ku przestrodze. Tutaj natomiast wszystko dzieje się błyskawicznie, w ciągu sześciu do dziewięciu godzin (badacze nie są pewni w którym momencie zaczynał się sabat, sobota, jako że większość Żydów posługiwała się kalendarzem lunarnym, podczas gdy zhellenizowani autorzy ewangelii mogli posługiwać się kalendarzem solarnym). Dlaczego tak szybko? Dlatego, by mógł przeżyć. Kiedy przekupiony centurion nakłuł Jezusa włócznią, pojawiły się płyny ustrojowe. To znak nie że Jezus umarł, ale że mimo utraty przytomności ciągle żył. Z martwego nic by nie wypłynęło. Towarzyszom niedoli Jezusa, by szybciej umarli, żołnierze połamali golenie. Ale też nie zdążyli umrzeć.

Misterny plan zakładał, iż po rzekomej śmierci Jezusa uda się przekonać Rzymian, by ze względu na obyczaje Żydów (zbliżający się sabat kiedy to wszelka praca jest zabroniona), zdjąć martwego z krzyża jeszcze przed nadejściem nocy i złożyć go w pieczarze. Pieczara należała do Jakuba, brata Jezusa. Nie było żadnego enigmatycznego Józefa z Arymatei, bo nie było Arymatei. Był Jakub „Rama theo” (Boska Wysokość, wysoka funkcja wśród esseńczyków), brat Jezusa (rodzony, młodszy brat). Złożono więc nieprzytomnego Jezusa w należącej do Jakuba pieczarze grobowej. Dlatego Piłata nie dziwiło, gdy to właśnie Jakub, brat Jezusa, zjawił się przed nim by prosić o zgodę na zdjęcie nieboszczyka z krzyża, a nie tajemniczy, nie wiadomo skąd Józef z Arymatei. Piłata zdziwiła jedynie szybkość, z jaką przyszła śmierć Jezusa. Wezwany centurion zaświadczył, że faktycznie Jezus jest martwy. Jakub owinął Jezusa w płótno i zaniósł do pieczary.

Nadszedł czas Szymona. Nie przypadkiem nazywany był Magiem, faktycznie był przywódcą samarytańskich magów. W Rozporządzeniach apostolskich piszą, jak to w późniejszych czasach w Rzymie, po rozłamie między apostołami, Szymon lewitował, latał nad Forum Romanum. Wówczas św. Piotr zaczął się modlić do Boga, by Szymon spadł, bo inaczej odbierze nam, czyli Piotrowi, wiernych. Szymon spadł i połamał sobie nogi. Ale to jeszcze nie ten czas. Teraz, w piątkowy wieczór 20 marca 33 roku, Szymon ratuje Jezusa. Przywraca go do przytomności, aloesem prowokuje wymioty, Jezus odzyskuje siły. Przekupieni żołnierze – o ile w ogóle tam są, nie reagują, pozwalają na cudowne zniknięcie. Lub też wcale o tym nie wiedzą, bo pieczara jest podwójna, ma nie tylko dwa pomieszczenia ale i dwa, oddalone od siebie wejścia – jedno w suficie, przywalone kamieniem, drugie z boku.

Co się dzieje dalej? To co w ewangeliach. Z jedną różnicą. Uczniom pokazuje się żywy człowiek, a nie Bóg w postaci człowieka. Nie ma tam żadnego cudu, bo zgodnie z tym co stwierdził św. Augustyn, „cuda nie zdarzają się w opozycji do Natury, cuda zdarzają się w opozycji do tego, co o niej orzekamy”. Maria Magdalena początkowo widzi nie Jezusa, skoro go nie poznaje, nazywając ogrodnikiem. Widzi Jakuba, do którego należy pieczara. Bo faktycznie Jakub może być nazwany ogrodnikiem, jako że pieczara leży w ogrodzie, w którym znajduje się cmentarz – Miejsce Czaszki (Gulgoleth, Golgota lub Calvaria).

Ukrzyżowanie Jezusa, Peter Paul Rubens

Czas płynie, a Żydzi powoli, za sprawą Pawła i Piotra, z Jezusa robią Syna Bożego, równoważnego Ojcu. Sześć wieków wcześniej, w czasie babilońskiej niewoli nieco podobnie zbudowali koncepcję Jahwe czy też Jehowy. Zbudowali go na bazie jednego z bogów Sumeru, znanego jako Enlil (Pan lub Wzniosły Rozkazu, ten, który „podpisał” pakt z Abramem z Ur i wysłał go do Palestyny zmieniając mu imię na Abraham), który w Kanaanie figurował pod imieniem El-Szaddaj (Pan lub Wzniosły Wysokiej Góry) lub El-Eljon. W Sumerze Enlil był jednym z najważniejszych, ale tylko jednym z wielu bogów z krwi i kości, miał żonę (nawet dwie) i dzieci, miał rodziców i nie rościł sobie pretensji do stworzenia świata. Wirtualny wytwór Żydów, Jahwe, powoli stracił wszystkich bliskich, stał się groźnym i niedostępnym, mimo wymieniania go w liczbie mnogiej, jedynym Bogiem-Stwórcą. Tak groźnym, że żydom nie wolno wymawiać jego imienia, które przecież nawet nie jest imieniem. Jahweh czyli Jahwe to tetragram JHWH od eheje aszer eheje – jestem który jestem, odpowiedź, jaką uzyskał Mojżesz, gdy zapytał Boga o jego imię. Wolno jedynie jeden raz w roku wymówić je najwyższemu kapłanowi strzegącemu Arki Przymierza, wówczas gdy jest sam w najświętszym przybytku i nikt go nie słyszy. Dlatego też najważniejszą księgę Starego Testamentu Genesis zaczyna zdanie „Breszit bara Elohim et Ha’Szamaim v’et Ha’Aretz” tłumaczone na: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”, mimo że Elohim to liczba mnoga od El lub Eloh czyli Bóg. Bo gdy w Babilonie Żydzi usłyszeli po raz pierwszy epos Enuma elisz mówiący o tym, jak Marduk – najważniejszy bóg Babilonu, zrobił porządek w kosmosie oraz wybił się na przywództwo wśród bogów, to tam właśnie była mowa o wielu bogach. Zresztą Żydzi na początku wcale nie byli monoteistami. Jeszcze król Salomon oddawał cześć bogini o imieniu Aszera, żonie Jahwe (Aszera to sumeryjska Inana, piękna i ambitna córka Enlila). Monoteizm powstawał stopniowo. Gdy Nabuchodonozor II zniszczył Jerozolimę w czasach króla Manasessa w VI wieku p. n. e., w tym świętość nad świętościami – świątynię Salomona, a wierchuszkę społeczną Żydów w liczbie około 10 tysięcy zabrał w niewolę do Babilonu, rabini wytłumaczyli ludowi, że to kara rzucona na Żydów przez Jahwe, bo dziad Manasessa król Jechoniasz zbudował świątynię Baalowi (Baal – Pan, kananejskie imię boga Enki, przyrodniego brata Enlila, konkretnie Baal Zebul – Władca Podziemi i Wód Podziemnych, później złośliwie przekręcone przez Żydów na Baal Zevuv – Pan lub Władca Much, Karmazynowy Król, z czasem Belzebub).

Król Urnammu przed siedzącym Enlilem

Nieco podobnie dzieje się z Jezusem. Stopniowo zabiera mu się ojca twierdząc, że był stary, czyli niedołężny, czyli niezdolny do zapłodnienia Marii oraz że spłodził go Duch Święty. To wszystko robi się w jednym celu, by potwierdziła się przepowiednia Izajasza sprzed ponad 700 lat, który prorokował, że dziewica urodzi syna i dadzą mu imię Immanuel (Bóg z Nami). Tymczasem poczęła nie dziewica, a almah, czyli młoda kobieta (tyle znaczy to słowo bez względu na jej seksualne doświadczenia czy też ich brak) i to poczęła za wcześnie (stąd konieczna obecność Ducha Świętego). W esseńskiej wspólnocie w Kumran obowiązywała zasada podwójnego małżeństwa. Pierwszy ślub zawierany był w grudniu, by potomek tuż po nim spłodzony, przyszedł na świat w najszczęśliwszym miesiącu, czyli we wrześniu. Jeśli almah poczęła, po trzech miesiącach, w marcu zawierano drugi, ostateczny ślub. Jeżeli nie poczęła, można było unieważnić ten pierwszy, jako że kobieta mogła być bezpłodna. Tutaj stało się inaczej. Józef wiedział, że Maria jest brzemienna jeszcze przed pierwszym ślubem. Pojawił się poważny problem związany z dynastycznym – dawidowym pochodzeniem Józefa oraz jego wysoką pozycją we wspólnocie (naggar – Mistrz Rzemiosła). Czy poślubić Marię i usynowić nieślubne dziecko (wszystko wskazywało, że to jego dziecko, ale jednak nieślubne), czy raczej oddalić Marię, a dziecko gdy się urodzi, oddać na wychowanie klasztorne. Józef zwrócił się o radę do archanioła Gabriela. To była również wysoka funkcja we wspólnocie. Archanioł poradził mu, by usynowił jeszcze nienarodzone dziecko. A to dlatego, że jeśli urodzi się chłopiec i zostanie oddany na wychowanie klasztorne, może się w przyszłości zdarzyć, że jeśli Józefowi urodzi się później drugi syn, a ten pierwszy dowie się o swoim dawidowym pochodzeniu, powstanie problem dynastycznej sukcesji. Józef dał się przekonać i poślubił Marię. Maria urodziła syna, ale zamiast w zgodzie z przepowiednią Izajasza dać mu na imię Immanuel, dali mu Jehoszua.

Jezusowi zabiera się również rodzeństwo. Nie wypada przecież, by Syn Boży miał rodzeństwo, które by ujmowało jego wyjątkowości. A ponieważ w ewangeliach często występują bracia Jezusa, biegli w piśmie wyjaśniają, że to nie bracia a kuzyni, czyli bracia cioteczni. Tere-fere. Józef w zgodzie z nakazem dynastycznym, musiał mieć co najmniej dwóch synów.

Co najważniejsze, zabiera się Jezusowi żonę i dzieci. To już robota św. Piotra. W odróżnieniu od innych apostołów pochodzących z nieźle wykształconej wierchuszki społecznej, Piotr i Andrzej byli raczej niskiego stanu. Piotr, człowiek porywczy i prostej konstrukcji, był chorobliwie ambitny i zazdrosny o pozycję Marii Magdaleny, którą Jezus wybrał, którą całował w usta, a więc wszystko wskazywało, że ją kocha („kochał ją bardziej, niż pozostałych uczniów” co wcale nie wyklucza, że kochał ją tak, jak mężczyzna kocha kobietę, a w zasadzie potwierdza, że tak właśnie było). Piotr miał nawet pretensje, że to jej ukazał się Jezus po rzekomym zmartwychwstaniu. Miał pretensje do innych apostołów, że uwierzyli w to, co mówi kobieta (czyli według niego gorsza od mężczyzny, niewiarygodna), której pokazał się Jezus. Wszystko wskazuje na to, że Piotr nie lubił kobiet. Krok po kroku, najpierw Piotr a potem inni luminarze Kościoła, na dwa tysiąclecia zrobili z żony Jezusa i matki jego dzieci prostytutkę. Zrobili to by być jedynymi depozytariuszami spuścizny po Jezusie. By wszelki ślad po potomkach Jezusa zaginął, bo wówczas to oni a nie kościół piotrowy mieliby prawo do przewodzenia wspólnocie.

Święta rodzina, El Greco

 

Zrozumiałe że Maria Magdalena była żoną Jezusa. Rzekomy cud z przemienieniem wody w wino na weselu w Kanie w grudniu 30 roku odbywał się na weselu Jezusa z Marią z Magdalii. Była młodsza od Jezusa o 9 lat. Miał z nią dzieci, bo musiał mieć. Bo taki był nakaz dynastyczny, wszak pochodził z linii Dawida. Bo taka również była tradycja, że mężczyzna stawał się prawdziwym mężczyzną dopiero wtedy, gdy żona urodziła mu dzieci, a konkretnie syna. Nie przypadkiem owo podwójne małżeństwo dynastyczne wśród esseńczyków. Chodziło o to, by za wszelką cenę ród z braku męskiego potomka nie upadł. Dlatego po pierwszym, grudniowym ślubie, można było odstawić na boczny tor nawet ukochaną żonę, jeśli okazywała się bezpłodną. Jezus, podobnie jak jego ojciec, pochodząc z linii Dawida musiał mieć nie jednego syna, a co najmniej dwóch. We Francji u ujścia Rodanu do tej pory jest miasteczko Les Saintes Maries de la Mer, czyli Święte Marie z Morza. Mieszkańcy wciąż utrzymują, że właśnie tam w 44 roku przybił statek z Marią matką Jezusa oraz brzemienną Marią Magdaleną i jej córką o imieniu Tamar (lub Damaris, “Drzewo Palmowe”) urodzoną w 33 roku oraz małym Jezusem Justusem (Sprawiedliwym) urodzonym w 37 roku. Uciekły z Palestyny, bo po wyjeździe Jezusa z misją do Galacji w obecnej Turcji wiosną 44 roku, w Palestynie zaczęło się dla nich źle dziać. Szymon Zelota za otrucie Heroda Agrypy musiał uciekać, Tadeusza Bar Abbasa (Bar Abbas, “Syn Ojca” czyli Następca, to też funkcja we wspólnocie, rzekomy Barabasz uwolniony przez Piłata) zabili Chalkijczycy. Maria Magdalena zwróciła się o pomoc do młodego Agrypy II, będącego swego czasu uczniem św. Pawła, który wysłał ją i jej bliskich do swojej posiadłości w Galii. Tam też urodziła drugiego syna Jezusa – Józefa zwanego Jozefatem. Zmarła w 63 roku w St. Baume na południu obecnej Francji. Ale wbrew staraniom Kościoła pamięć o jej roli u boku Jezusa nie zginęła. Odnalazła się w średniowiecznej Francji w gotyckich katedrach stawianych w intencji Naszej Pani, czyli Notre Dame.

Co się stało z Jezusem? Został kapłanem kumrańskiej społeczności, potem zniknął z Palestyny na zawsze. W 44 roku był w Azji Mniejszej w Galacji, w 60 roku podobno widziano go w Rzymie. Niektórzy twierdzą, że potem ruszył na wschód. W Śrinagarze w Kaszmirze jest jego grobowiec. Pytanie czy jedyny.

* * *

To historia Jezusa odarta z cudów. Św. Paweł zwraca uwagę, że cała wiara zasadza się na zmartwychwstaniu Jezusa. Bo jeśli tego nie było, to próżna nasza wiara, twierdzi Św. Paweł. Rzec by można, święte słowa, święty Pawle.

* * *

O esseńskich korzeniach Jezusa i jego rodziców oraz o obyczajach panujących w tej wspólnocie pisze australijska teolog dr Barbara Thiering w książce Jezus mężczyzną (obecnie chyba biały kruk, czytałem ją we wczesnych latach osiemdziesiątych), która na zlecenie Watykanu przez około 20 lat badała manuskrypty znalezione w 1947 roku nad Morzem Martwym w grotach pozostałych po esseńczykach w Kumran. O udziale Szymona Maga w jezusowym spisku, wskrzeszeniu Łazarza, jezusowej koncepcji kapłańskiej służby ludowi i lądowaniu w Les Saintes Maries de la Mer pisze biograf szkockich rodów królewskich sir Lawrence Gardner w książce Krew z krwi Jezusa (chyba również biały kruk). Tam również, częściowo za Barbarą Thiering, wytłumaczone są wszystkie te niby-imiona, czyli tytuły czy też pseudonimy naszych bohaterów. Pamiętajmy że oni wszyscy żyli w czasach rzymskiego terroru, podobnie jak nasi rodacy podczas zaborów czy niemieckiej okupacji. Stąd z jednej strony w trosce o bezpieczeństwo, z drugiej by zadość uczynić tradycji wspólnoty tyle przezwisk i pseudonimów. Przebieg zdarzeń na Golgocie ewangeliczny a interpretacja moja (w tym podważenie dogmatu o zdradzie Judasza). Obrazki z Wikipedii.

Maria Magdalena, grecka ikona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top