Rozumienie świata

Jako byty duchowe zbudowani jesteśmy z energii wypełniającej całą dostępną przestrzeń. Duszą jest pewna niepowtarzalna kombinacja wibrującej energii, dzięki rezonansowi zdolna ożywić „pasującą” do niej zapłodnioną komórkę. Owo dopasowanie, podatność na określoną wariację wibracji, zapisana jest w kodzie genetycznym powstającego organizmu. Od poczęcia aż do fizycznej śmierci, tylko dzięki rezonansowi organizm sterowany jest tak rozumianą duszą. Z wcielenia na wcielenie ożywiamy kolejne organizmy, jakbyśmy zmieniali psujące się po drodze pojazdy podczas bardzo długiej podróży.

Po co to wszystko?

Dzięki doświadczeniom życia cielesnego dusze sterujące ciałami stopniowo się doskonalą, zmniejszając częstotliwość swoich wibracji, tracąc czy też „uspokajając” energię i zamieniając ją w wiedzę, ostatecznie w mądrość. Czasami, na skutek błądzenia i niewiedzy spadają do kolejnego żywota o szczebel lub dwa w dół, ożywiając niższe byty.

Kto to osądza, kto o tym decyduje czy spadniemy czy się wzniesiemy do doskonalszego bytu? Bóg?

Nie. Sami o tym decydujemy. Pewien aspekt naszej duszy czyli sumienie, jest naszym najsurowszym sędzią. Tylko ono zna wszystkie meandry naszych myśli. I o niczym nie zapomina. Należy zaznaczyć, że istotne dla osądów pojęcia dobra i zła są subiektywne i ewoluowane. Kiedyś na przykład dobrze było zjeść swojego wroga. W ten sposób przejmowało się jego siłę i odwagę. Obecnie poszłoby się za to do więzienia. Obecnie niektórzy świadomie nie jedzą żadnego mięsa, choć inni ciągle twierdzą, że „gdyby zwierzę nie chciało być zjedzone, nie składałoby się z jedzenia” zapominając, że żona czy dzieci też składają się z tak rozumianego jedzenia, ale ich – szczególnie własnych – się już nie jada.

W każdym żywocie wieczne i niezmienne prawa, według których dusza ewoluuje, stawiają nas przed barykadami naszych lęków, urojeń i uprzedzeń tak długo, aż wreszcie odważymy się je pokonać. Zderzają nas z naszymi „wrogami”, z tymi których nie lubimy, dopóty, dopóki się szczerze nie pogodzimy, nie załatwimy zaległych spraw z poprzednich bytów, lub tylko z poprzednich lat. Nazywamy to losem. Po to i tylko po to jest każde życie, którego jesteśmy świadomi, byśmy pozałatwiali te ważne sprawy.

Dzięki naszej coraz większej mądrości, z żywota na żywot pniemy się więc w górę po tej drabinie prawie bez końca. Od najprostszych form żywych, wirusów, bakterii, poprzez rośliny, zwierzęta, aż do człowieka. I każdy żywy organizm jest tak samo ważny. Nie ma różnicy czy komar, wesz czy człowiek. Każdy byt to jeden szczebel w drodze na szczyt. Te niższe byty to nasza przeszłość a czyjaś teraźniejszość.

Życie to nic innego jak interakcja między sterującą energią zwaną duszą oraz podatną na sterowanie materią, błędnie utożsamianą z naszym JA. Paradoksalnie naszym prawdziwym JA jest to, czego istnieniu wielu zaprzecza, czyli owa nieobserwowalna, nieśmiertelna dusza.

Gdy zrozumiemy że pokusy, emocje i pragnienia powodują jedynie ból i cierpienie, stopniowo się od nich uwalniamy. Swoje obowiązki wykonujemy najlepiej jak potrafimy, ale jak radzi Kryszna, robimy to bez przywiązania do rezultatów naszej aktywności.
Na samym szczycie osiągamy poziom człowieka, który zrozumiał wszystko. Który wreszcie żyje po raz ostatni, a kochając szczerą miłością wszystkie bez wyjątku istoty, miłosiernie pomagając potrzebującym, osiąga całkowite opanowanie, spokój oraz moc z tego stanu płynącą. Życie takiego człowieka kończy nirwana (zgaśnięcie). I właśnie to jest naszym jedynym przeznaczeniem oraz jedynym celem istnienia świata. Każdy dojdzie do swojej nirwany, ale nie wszyscy jednocześnie. Wielu ma to już za sobą.

Ponieważ uwolniona dusza oświeconego człowieka już nie wibruje, nie pojawia się więcej w świecie niedoskonałej materii, nie uruchamia też żadnego organizmu, bo nie jest w stanie. Po miliardach lat i miliardach wcieleń staje się ponownie doskonałą, uspokojoną i wszystkowiedzącą energią Brahmana, pola boskiej energii, jedynego tworzywa, z którego gdy zajdą sprzyjające okoliczności, powstaną kolejne materialne, niedoskonałe światy. Fizycy nazywają to zjawisko Wielkim Wybuchem, a stan tuż przed nim osobliwością.

Stopniowo, jeden byt po drugim, w zależności, czy korzystając z wolnej woli wybierzemy dłuższą drogę czy krótszą, czy szybciej się uporamy z naszymi demonami czy też wolniej, wszyscy osiągniemy stan nirwany. To tę sytuację ma na myśli Kryszna w rozmowie z Ardżuną w Bhagavat-gicie, gdy nazywa siebie „dojrzałym czasem, burzycielem światów”. Gdy owoc dojrzewa, spada z drzewa. Jego przeznaczenie się dopełniło. Podobnie, gdy wszystkie byty dojrzeją, gdy nastanie „dojrzały czas”, materialny świat przestanie być potrzebny. Dopełniło się przeznaczenie wszechświata, więc fizycznie wszechświat zanika, cykl jego ewolucji dobiega końca.
W rzeczywistości nie było i nie ma Kryszny tak jak nie było i nie ma Ozyrysa, Mitry czy ewangelicznego Jezusa. To tylko byty wirtualne powołane do życia przez ludzi po to, by innym wskazać kierunek marszu. Jeżeli nawet były osoby o takich imionach, to nie miały tych wszystkich nadprzyrodzonych właściwości, o których mówi literatura religijna.

I tak się dzieje bez początku i bez końca. Światy powstają, ewoluują i zanikają. Bardzo możliwe że jednocześnie istnieje wiele wszechświatów. Fizycy dopuszczają taki wariant. Jedne powstają, inne się rozwijają a jeszcze inne zanikają. A wszystkie zbudowane według tego samego wzoru, powstają tworząc wielowymiarową przestrzeń, w której a priori obowiązują te same prawa. Być może że im bliżej wielkich mas (gwiazdy, masywnej czarnej dziury), tym więcej wymiarów przestrzeni się tam ujawnia. A najwięcej w ich wnętrzach.

Prawa wyznaczające kierunek i tempo zmian istnieją zanim pojawi się nowy świat, na co zwraca uwagę fizyk kwantowy prof. Krzysztof Meissner. Gdyby było inaczej, świat nie mógłby powstać. Możliwe że światy istnieją obok siebie jak bańki piany. Jedna bańka to jeden wszechświat, a kontakt między nimi jest niemożliwy ze względu na grawitację.
Materialny świat nie jest niczym innym i niczym więcej, jak receptą Brahmana zwanego inaczej Bogiem, na uspokojenie samego siebie – wytrąconej z równowagi rozumnej energii zawierającej całą możliwą wiedzę oraz sterujące wszystkim prawa.

Pojęcie Brahman jest moim zdaniem trafniejsze, zakładając bezpostaciowość ale rozumność tej boskiej energii. Pojęcie Bóg stanowi źródło całego zamieszania, sugerując antropiczny jej charakter, co implikuje chęć i możliwość ingerowania w sprawy świata poprzez chociażby wysyłanie na Ziemię swojego przedstawiciela (awatara Boga Najwyższego Krysznę lub swojego syna Jezusa). A przecież nie ma ani jednej rzeczy w tym świecie, która nie byłaby utkana wyłącznie z boskiej energii, więc nazywanie akurat tego jednego Synem Bożym nie ma żadnego sensu. Tym bardziej nie wydaje się możliwe, by Bóg posiadający moc i umiejętność tworzenia światów, posiadał również umiejętność rodzenia (?) tworzenia (?) własnego awatara/syna. Przecież nie po to „przepuszcza” energię przez trwający miliardy lat stan materii, w tym materii ożywionej, z doskonałym człowiekiem na samym końcu tego żmudnego procesu, by w dowolnym momencie sam jak kuglarz wyciągał z kapelusza własnego, doskonałego awatara/syna. W takiej sytuacji tworzenie świata pozbawione byłoby sensu (gdybym sam umiał znosić jajka, nie zakładałbym kurnika). Zwracam uwagę, że Bóg/Brahman nie tworzy świata z miłości do ludzi. Świat jest jedynie sposobem na naprawienie tych aspektów  energii, które utraciły swój idealny charakter. Dlatego nie ma sensu szukanie Boga gdzieś na zewnątrz, skoro z niego i tylko z niego my się składamy i wszystko wokół nas (nie wykluczając kałasznikowa i bomby atomowej). Bo skoro na samym początku był tylko Bóg czy też Brahman lub jak chcą fizycy wieczna i niezniszczalna energia, to jasne jest, że świat powstał z niczego innego, jak tylko z tego, co było, czyli z Boga/Brahmana/wiecznej energii.

A szukanie Szatana pozostawiam tym, co lubią horrory. Poza horrorami i literaturą religijną, nikt nigdy i nigdzie Szatana nie widział. Nikt nie ma natury z gruntu złej, a zło wynika z braku wiedzy, zagubienia i błądzenia. Dlatego Szatan jest bytem nielogicznym i przeczy zdrowemu rozsądkowi. Tym bardziej, że żydzi Szatana ulepili z sumeryjskiego boga Enki, naszego jedynego dobroczyńcy, który uczłowieczył nas do poziomu homo sapiens (własnymi genami doskonaląc homo erectus) i był jedynym spośród bogów, który ostrzegł jednego z naszych (króla Szuruppak o imieniu Ziusudra), by zbudował wielką łódź, bo wkrótce przyjdzie potop.

Jeśli dostrzegliście piękno w mojej opowieści to znaczy, że wasza meta jest tuż za horyzontem. Jeśli nie, jeszcze kawał drogi przed Wami. Ale spokojnie. Na szczęście świat jest skonstruowany podobnie jak sklep IKEA. Są w nim skróty i nie ma konieczności pokonywania całej długachnej drogi, by ostatecznie trafić do kasy. To co napisałem jest dla Was właśnie takim skrótem.

Paweł Sułkowski

One thought on “Rozumienie świata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Top